13/07/2026

„Środkowoeuropejska Mozaika” zaprowadziła nas do dwóch kolejnych krajów, które - choć dzieli zaledwie kilkadziesiąt kilometrów - mają własny, niepowtarzalny rytm. Tym razem naszymi przystankami były Słowenia i Chorwacja.

 

Podróż rozpoczęliśmy od Lublany - jednej z tych europejskich stolic, które nie próbują imponować rozmachem. Zamiast tego urzekają spokojem. Spacerując wzdłuż Ljubljanicy, mijając charakterystyczne mosty, plac Prešerena, Zamek Lublański i budynki zaprojektowane przez Jože Plečnika, szybko zrozumieliśmy, że największym atutem tego miasta nie są pojedyncze zabytki, lecz atmosfera. Lublana wydaje się stworzona do niespiesznych spacerów, rozmów i zwykłego obserwowania miasta, które żyje własnym, spokojnym rytmem.

 

Właśnie takie chwile najbardziej cenimy podczas mobilności. Oprócz odkrywania nowych miejsc staramy się dostrzegać codzienność mieszkańców - usiąść na chwilę nad rzeką, wsłuchać się w język, którego wcześniej nie znaliśmy, obserwować ludzi wracających z pracy czy spotykających się ze znajomymi. To dzięki takim drobnym doświadczeniom łatwiej zrozumieć, że Europa nie składa się wyłącznie z granic, zabytków i map, ale przede wszystkim z ludzi i ich codziennego życia.

 

Jednym z najbardziej wartościowych momentów naszego pobytu była wspólna kolacja w restauracji prowadzonej przez osoby z niepełnosprawnościami. Trafiliśmy tam z ciekawości, a wyszliśmy z poczuciem, że było to jedno z tych miejsc, które zostają w pamięci znacznie dłużej niż wiele zabytków. Od pierwszych chwil urzekły nas serdeczność, zaangażowanie i pełen profesjonalizm pracujących tam osób. Nie czuliśmy, że jesteśmy w miejscu wyjątkowym dlatego, że pełni ono ważną społeczną misję. Przeciwnie - była to po prostu świetna restauracja, w której każdy wykonywał swoją pracę z ogromnym zaangażowaniem i naturalnością.

 

To doświadczenie skłoniło nas do rozmowy o tym, jak różne kraje podchodzą do dostępności i włączania osób z niepełnosprawnościami w życie społeczne. Takie miejsca pokazują, że integracja nie zaczyna się od wielkich kampanii czy haseł, ale od tworzenia przestrzeni, w której każdy może rozwijać swoje umiejętności, pracować i być po prostu częścią codziennego życia lokalnej społeczności.

Kolejnym przystankiem na naszej trasie był Zagrzeb. Już od pierwszych chwil dało się odczuć, że choć od Lublany dzieli go zaledwie kilkadziesiąt kilometrów, oba miasta mają zupełnie inny charakter. Chorwacka stolica jest większa, bardziej dynamiczna i wyraźniej odsłania swoją wielowarstwową historię, która obecna jest niemal na każdym kroku.

 

Spacerując po Górnym Mieście (Gornji Grad), zatrzymaliśmy się przy jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli Zagrzebia - kościele św. Marka. Trudno przejść obok niego obojętnie. Charakterystyczny dach z kolorową mozaiką przedstawia z jednej strony herb Zagrzebia, z drugiej zaś historyczny herb Królestwa Chorwacji, Dalmacji i Slawonii. To niewielki detal architektoniczny, który przypomina, jak silnie historia przenika współczesną przestrzeń miasta.

 

Podczas spaceru przeszliśmy również tunelem Grič. Dziś jest on miejscem odwiedzanym przez mieszkańców i turystów, jednak w czasie II wojny światowej pełnił funkcję schronu przeciwlotniczego. To kolejny przykład tego, jak przestrzenie tworzone z myślą o zupełnie innych czasach zyskują dziś nowe życie, nie tracąc przy tym swojej historycznej pamięci.

 

Jednym z ciekawszych doświadczeń okazała się także przejażdżka słynną uspinjačą - kolejką linowo-terenową działającą nieprzerwanie od 1890 roku i należącą do najkrótszych tego typu kolejek na świecie. Mimo że dla odwiedzających jest atrakcją turystyczną, dla wielu mieszkańców pozostaje po prostu częścią codziennej drogi przez miasto.

 

Zagrzeb zaskakiwał nas również detalami. Pomnik Kumicy Baricy przypomina o kobietach, które od pokoleń współtworzyły atmosferę miejskich targowisk, natomiast Bunt Bar pokazał nam zupełnie inne oblicze miasta - bardziej alternatywne, artystyczne i współczesne. To właśnie takie kontrasty sprawiają, że miasto trudno zamknąć w kilku pocztówkowych kadrach.

 

Najważniejsze chwile tej części podróży nie wydarzyły się jednak wyłącznie podczas zwiedzania. Tworzyły je przede wszystkim rozmowy, wspólne odkrywanie nowych miejsc i zwykła codzienność, która podczas kilkutygodniowej mobilności staje się równie ważna jak odwiedzane miasta. Wspólny spacer na basen po intensywnym dniu, próby rozszyfrowania działania nieco archaicznej pralki w naszym mieszkaniu czy planowanie kolejnych etapów podróży przy kolacji okazywały się równie cennymi doświadczeniami jak zwiedzanie zabytków. To właśnie w takich chwilach najlepiej uczyliśmy się współpracy, odpowiedzialności i wzajemnego zaufania.

 

Każdy kolejny dzień utwierdzał nas w przekonaniu, że podróżowanie to coś znacznie więcej niż przemieszczanie się między kolejnymi punktami na mapie. To spotkania z ludźmi, poznawanie ich codzienności, ale także odkrywanie siebie nawzajem i uczenie się życia w grupie. To właśnie te doświadczenia sprawiają, że mobilność pozostaje z nami na długo po zakończeniu podróży.

 

Lublana i Zagrzeb zachwyciły nas swoją historią, architekturą i atmosferą. Jednak najtrwalsze wspomnienia tworzą nie tylko miejsca, lecz przede wszystkim ludzie i chwile przeżywane razem. To z nich powstaje prawdziwa mozaika Europy - nie ta narysowana na mapie, ale ta budowana z rozmów, wspólnych doświadczeń i codziennych, pozornie zwyczajnych momentów.

 

Dziś ruszyliśmy już w kierunku Budapesztu. Po drodze zatrzymaliśmy się jednak na kilka godzin w Wiedniu. Choć to tylko krótki przystanek, chcemy chłonąć to miasto wszystkimi zmysłami. Podróże nauczyły nas, że czasem kilka godzin wystarczy, by poczuć charakter miejsca, a ograniczony czas potrafi być większą motywacją do uważnego odkrywania miasta niż nawet kilka spokojnych dni spędzonych w jednym miejscu. Jakie wrażenie zrobi na nas Wiedeń i co wydarzy się podczas kolejnego etapu naszej mobilności? O tym opowiemy już w następnej relacji!

 

Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 - Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

 

13/07/2026

"Bałtycki Szlak Odkrywców" prowadzi nas coraz dalej na północ Europy. Po kilku dniach spędzonych w Danii wsiedliśmy do pociągu, który zawiózł nas do kolejnego skandynawskiego kraju - Szwecji. Już pierwsze godziny w Sztokholmie utwierdziły nas w przekonaniu, że mimo wielu podobieństw oba państwa mają zupełnie odmienny charakter.

 

Tak jak w Danii, także tutaj naszą uwagę zwrócił spokój, wszechobecna zieleń i codzienność, w której nikt zdaje się nigdzie nie spieszyć. Szybko zauważyliśmy jednak coś jeszcze. W samym sercu stolicy trudno zapomnieć, że Szwecja pozostaje monarchią. Królewskie symbole, reprezentacyjne budynki i strażnicy obecni niemal na każdym kroku nadają tej części miasta wyjątkowy charakter.

 

Nie mogliśmy więc odmówić sobie obejrzenia zmiany warty przed Zamkiem Królewskim. Trwająca blisko godzinę ceremonia okazała się znacznie bardziej widowiskowa, niż się spodziewaliśmy. Szczególną uwagę zwróciła nas różnorodność samej orkiestry i oddziałów straży - obok siebie maszerowali kobiety i mężczyźni, osoby młodsze i starsze, o bardzo różnej posturze. Było to ciekawe zestawienie wielowiekowej tradycji z bardzo współczesnym społeczeństwem.

 

Symbolicznym momentem ceremonii okazało się wykonanie przez orkiestrę utworu „Hey Brother” Avicii - jednego z najbardziej rozpoznawalnych szwedzkich artystów współczesnej muzyki. Połączenie wojskowego ceremoniału z utworem, który zna niemal cały świat, doskonale oddawało to, co przez kolejne dni wielokrotnie odnajdywaliśmy w Szwecji: umiejętność harmonijnego łączenia tradycji z nowoczesnością.

Jednym z najbardziej charakterystycznych elementów szwedzkiej codzienności jest fika - chwila, w której kawa i coś słodkiego stają się pretekstem do zatrzymania się, rozmowy i po prostu bycia razem. Nie trzeba było długo czekać, by przekonać się, że dla wielu Szwedów nie jest to tylko zwyczaj, ale ważny element codziennego rytmu.

 

Spacerując po brukowanych uliczkach Gamla Stan, trafiliśmy do niewielkiej kawiarni ukrytej w piwnicy jednej z kamienic. Do środka zaprosiła nas starsza właścicielka - pani Anna - której uśmiech i serdeczność sprawiły, że od razu poczuliśmy się jak mile widziani goście, a nie przypadkowi turyści. Przy kawie, cynamonowych wypiekach, kartach i rozmowie czas zupełnie przestał mieć znaczenie. Planowany krótki przystanek niespodziewanie zamienił się w niemal dwugodzinne spotkanie. Najdłużej zostają z nami właśnie takie miejsca - odnalezione przypadkiem, nieopisane w przewodnikach i nieoznaczone na mapach.

 

Kilka ulic dalej odwiedziliśmy niewielką rodzinną galerię sztuki. Młoda właścicielka opowiedziała nam o historii miejsca prowadzonego wcześniej przez jej dziadka, z zainteresowaniem wysłuchała również naszej historii i opowieści o projekcie DiscoverEU. Czasem wystarczy zwykła rozmowa przy filiżance kawy albo kilka minut spędzonych w małej galerii, by zapamiętać dane miejsce znacznie lepiej niż po odwiedzeniu największych atrakcji.

Będąc w Sztokholmie, nie mogliśmy pominąć czegoś, co dla wielu odwiedzających jest jedną z największych atrakcji miasta - słynnego metra. Wiele stacji pełni funkcję niewielkich galerii sztuki, dzięki czemu nawet zwykła podróż komunikacją miejską staje się estetycznym doświadczeniem. Dla mieszkańców to element codzienności, dla nas natomiast była to kolejna okazja, by przekonać się, jak naturalnie sztuka potrafi przenikać do przestrzeni publicznej i towarzyszyć ludziom w ich zwyczajnych, codziennych podróżach.

 

Sztokholm okazał się również miastem, w którym każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Część grupy wybrała odpoczynek i kontakt z naturą w rozległym parku Djurgården, inni natomiast odwiedzili położone nieopodal Muzeum Vasa. Jego największym skarbem jest doskonale zachowany XVII-wieczny okręt wojenny wydobyty z dna Bałtyku po ponad trzystu latach. Monumentalne rozmiary statku, niezwykła precyzja wykonania oraz historia jego zatonięcia sprawiły, że była to jedna z tych ekspozycji, które na długo pozostają w pamięci.

Wieczorami ulice i bary Sztokholmu wypełniały się kibicami śledzącymi kolejne mecze Mistrzostw Świata. Dla nas piłka nożna stała się przede wszystkim pretekstem do rozmów z ludźmi z różnych krajów i obserwowania, jak sport potrafi na chwilę połączyć zupełnie obcych sobie ludzi.Podróż trwająca niemal trzy tygodnie to nie tylko zwiedzanie i kolejne zachwyty. To również codzienne obowiązki, o których łatwo zapomnieć, oglądając zdjęcia z mobilności. Trzeba zrobić pranie, zaplanować zakupy i pomyśleć o zapasach jedzenia oraz wody przed czekającym nas niemal siedemnastogodzinnym przejazdem pociągiem z kuszetkami. Po raz kolejny z pomocą przyszła nam aplikacja Too Good To Go, dzięki której mogliśmy ograniczyć wydatki, a jednocześnie nie marnować żywności.

 

Każdy z nas podróżuje trochę inaczej, lecz mimo różnic, z każdym dniem coraz lepiej uczymy się funkcjonować jako grupa, dzielić obowiązkami i uwzględniać nawzajem swoje potrzeby. To jedna z tych lekcji, których nie da się zaplanować w harmonogramie projektu, a które często okazują się równie wartościowe jak odwiedzane miejsca.

Jednym z najbardziej wyczekiwanych momentów naszej mobilności był wielogodzinny przejazd nocnym pociągiem z kuszetkami z południowej do północnej Szwecji. Szybko okazało się, że siedemnaście godzin wcale nie musi się dłużyć. Ponieważ na co dzień często odkrywamy miasta w mniejszych grupach lub samodzielnie, wreszcie mieliśmy okazję usiąść razem, podzielić się wrażeniami z ostatnich dni i spędzić kilka godzin na wspólnych rozmowach oraz grach.

 

To właśnie z okien kuszetki po raz pierwszy obserwowaliśmy białą noc. Im dalej na północ prowadziła nas kolej, tym trudniej było uwierzyć, że zbliża się pora snu. Za oknem wciąż było jasno, a zachodzące słońce zdawało się jedynie na chwilę muskać horyzont.

 

Następnego ranka czekał nas jeszcze jeden ważny moment - publikacja wyników matur. Trudno wyobrazić sobie bardziej nietypowe miejsce na ich sprawdzanie niż kuszetka pociągu przemierzającego północną Szwecję. Choć znajdowaliśmy się setki kilometrów od domu, przez chwilę wszyscy byliśmy myślami w Polsce. Gdy emocje opadły, mogliśmy ruszyć dalej.

 

Do Luleå dotarliśmy wypoczęci. Jak to jednak bywa podczas długich wypraw, nie obyło się bez pierwszych drobnych zgub. Potraktowaliśmy je jednak jako nieodłączny element podróżowania - szkoda było tracić czas na zmartwienia, skoro przed nami czekała kolejna część bałtyckiego szlaku.

Po gwarnej stolicy przyszedł czas na zupełnie inne oblicze Szwecji. Po przyjeździe do Luleå pozwoliliśmy sobie na spokojniejszy wieczór, a następnego dnia ruszyliśmy odkrywać miasto. Ku naszemu zaskoczeniu trafiliśmy akurat na lokalny festiwal lata. Ulice wypełniły się koncertami, pokazami, zajęciami sportowymi i atrakcjami dla całych rodzin, a niewielkie Luleå pokazało nam zupełnie inne oblicze niż dzień wcześniej.

 

Naszą uwagę szczególnie przyciągnęły stoiska różnych partii politycznych. Zamiast głośnych sporów czy agresywnej kampanii zobaczyliśmy spokojne rozmowy z mieszkańcami, rozdawanie materiałów informacyjnych i zachęcanie do dyskusji. Kilkoro z nas zatrzymało się, by zapytać o prezentowane programy i lepiej zrozumieć szwedzką scenę polityczną. Później jeszcze długo rozmawialiśmy o tym, jak wiele o kulturze demokratycznej mówi nie tylko sam wynik wyborów, ale również sposób prowadzenia publicznej debaty.

 

Pobyt w Luleå był również okazją do poznania historii regionu. Dowiedzieliśmy się, że dawne miasto znajdowało się kilkanaście kilometrów dalej, nad ówczesną linią brzegową Zatoki Botnickiej. To właśnie dlatego odwiedziliśmy wpisaną na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO osadę Gammelstad - historyczne centrum dawnego Luleå, zachowane niemal w niezmienionej formie.

 

Już sama podróż okazała się sympatycznym doświadczeniem. Czekając na autobus, zostaliśmy zapytani przez innych turystów o właściwy rozkład jazdy i drogę. Chyba zaczynamy wyglądać jak osoby, które naprawdę wiedzą, dokąd zmierzają.

 

Na miejscu czekał na nas nie tylko charakterystyczny krajobraz czerwonych, drewnianych domów, ale również skansen, w którym historię można było dosłownie dotknąć. Mogliśmy pomóc przy zbieraniu siana, usiąść w dawnej szkolnej ławce, wziąć do ręki tarkę do prania czy wsiąść na wóz.

 

Szwecja pozostawiła w nas poczucie niezwykłego spokoju. Nie ten wynikający z ciszy, lecz z codzienności, w której natura wydaje się równie ważna jak miasto. Jednocześnie mamy świadomość, że zobaczyliśmy Szwecję tylko w jednej z jej odsłon. Letnie białe noce, festiwale i pełne życia ulice z pewnością wyglądają zupełnie inaczej niż ta sama przestrzeń w środku polarnej zimy. Być może właśnie dlatego część z nas już dziś wie, że kiedyś będzie chciała tu wrócić.

 

Tymczasem nasza podróż prowadzi dalej na północ. Po opuszczeniu Luleå dotarliśmy do Haparandy, skąd pieszo przekroczyliśmy szwedzko-fińską granicę, przechodząc do Tornio. Stamtąd ruszyliśmy już w głąb Finlandii. Dziś jesteśmy o kolejne kilometry dalej, a o tym, co czekało na nas w Oulu, Helsinkach i podczas dalszej wędrówki, opowiemy w następnej relacji.

 

Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 - Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

 

09/07/2026

Mobilność „Środkowoeuropejska mozaika” dotarła do kolejnego etapu naszej europejskiej podróży. Po dniach spędzonych w Czechach i Austrii przyszedł czas na Włochy - kraj, który od wieków inspiruje artystów, zachwyca architekturą i przypomina, że historia nie jest zamknięta w muzeach. Tutaj żyje na ulicach, placach i w codzienności mieszkańców.

 

Przez trzy noce naszym domem była Werona. Każdego ranka wychodziliśmy na jej ulice z ciekawością odkrywców, a każdego wieczoru wracaliśmy już nie jako turyści, lecz ludzie, którzy zaczynają oswajać nowe miejsce. Spacerowaliśmy po Piazza delle Erbe i Piazza dei Signori, podziwialiśmy monumentalną Arenę - jeden z najlepiej zachowanych rzymskich amfiteatrów na świecie - oraz odwiedziliśmy słynny dom Julii z balkonem, który od stuleci przyciąga zakochanych z całego świata. Jednak z każdym kolejnym dniem coraz mniej interesowały nas same zabytki, a coraz bardziej rytm miasta. Poranna kawa pita przez mieszkańców przy niewielkich barach, wieczorne rozmowy na placach, dzieci bawiące się w cieniu średniowiecznych kamienic. Werona zachwyciła nas właśnie tą niezwykłą umiejętnością łączenia wielkiej historii z zupełnie zwyczajnym życiem.

 

Nasza dalsza podróż prowadziła do Triestu. Zamiast potraktować ten dzień jedynie jako przejazd, postanowiliśmy zatrzymać się po drodze w Wenecji. Wczesnym rankiem wsiedliśmy do pociągu, a do Triestu dotarliśmy dopiero późnym wieczorem. Te kilka godzin spędzonych w Wenecji pozwoliło nam zobaczyć jedno z najbardziej niezwykłych miast Europy - choć jednocześnie uświadomiło nam, że Wenecji nie sposób naprawdę poznać podczas jednej wizyty.

 

Spacerowaliśmy przez labirynt wąskich uliczek i mostów, dotarliśmy nad Wielki Kanał, przeszliśmy przez Most Rialto, odwiedziliśmy Plac św. Marka z Bazyliką św. Marka i Pałacem Dożów oraz obserwowaliśmy gondole i vaporetto przecinające kanały miasta. Były również obowiązkowe włoskie lody, chwila odpoczynku przy kawie i czas na zwykłe rozmowy o tym, co właśnie przeżywamy.

 

Wenecja zrobiła na nas ogromne wrażenie. Być może właśnie dlatego, że byliśmy w niej tylko przejazdem. Nie próbowaliśmy zobaczyć wszystkiego. Pozwalaliśmy sobie błądzić, zaglądać w kolejne zaułki i chłonąć atmosferę miasta. Jest w Wenecji coś niezwykle filmowego. Światło odbijające się od wody, łodzie zastępujące samochody, fasady kamienic wyrastające prosto z kanałów i wąskie przejścia prowadzące donikąd sprawiają, że przez chwilę trudno uwierzyć, iż jest to normalnie funkcjonujące miasto. Opuszczaliśmy je z poczuciem niedosytu, ale również z przekonaniem, że niektórych miejsc nie trzeba poznać do końca, by zapadły w pamięć na bardzo długo.

 

Wieczorem dotarliśmy do Triestu - miasta, którego charakter od początku okazał się zupełnie inny. Tutaj nie ma tłumów porównywalnych z Wenecją ani romantycznej legendy Werony. Jest za to niezwykła historia pogranicza. Spacerowaliśmy po Piazza Unità d'Italia - jednym z największych placów Europy otwierających się bezpośrednio na Adriatyk - zaglądaliśmy do portu, odkrywaliśmy eleganckie ulice pamiętające czasy monarchii austro-węgierskiej i obserwowaliśmy codzienne życie miasta, w którym od stuleci spotykają się wpływy włoskie, słoweńskie, bałkańskie i środkowoeuropejskie.

 

Pisarka Jan Morris nazwała Triest miejscem o „niepewnej tożsamości etnicznej i poplątanej historii”. Spacerując jego ulicami, łatwo zrozumieć, co miała na myśli. Triest nie próbuje nikomu imponować. Nie zachwyca jednym spektakularnym zabytkiem. Urzeka atmosferą portowego miasta, spokojem, szumem morza i światłem odbijającym się od Adriatyku. To miejsce, które zachęca do zwolnienia tempa, uważnego patrzenia i dostrzegania piękna w codzienności.

 

Każdy kolejny dzień tej mobilności utwierdza nas w przekonaniu, że DiscoverEU to znacznie więcej niż podróżowanie pomiędzy kolejnymi punktami na mapie. Najważniejsze wydarzenia często dzieją się pomiędzy nimi - w pociągach przemierzających Europę, podczas wspólnych posiłków, wieczornych rozmów i chwil, kiedy uczymy się współpracy, odpowiedzialności i wzajemnego zaufania. To właśnie wtedy rodzą się relacje, które pozostają z uczestnikami na długo po zakończeniu projektu.

 

Równie ważne są spotkania z mieszkańcami odwiedzanych miejsc i podróżnymi z różnych zakątków Europy. Każda krótka rozmowa staje się okazją do przełamywania barier językowych, poznawania innych perspektyw i przekonywania się, że różnorodność nie dzieli - przeciwnie, buduje ciekawość świata i uczy otwartości.

 

Już rankiem opuścimy Włochy i wyruszymy do kolejnego kraju na naszej trasie - Słowenii. Każde odwiedzane miejsce pozostawia po sobie coś innego. Werona nauczyła nas dostrzegać historię ukrytą w codzienności. Wenecja przypomniała, że nie wszystko da się opowiedzieć ani sfotografować. Triest pokazał, że najciekawsze miasta często rodzą się tam, gdzie przez wieki spotykały się różne kultury. To właśnie z takich doświadczeń powstaje nasza własna środkowoeuropejska mozaika.

 

Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 - Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

 

06/07/2026

Mobilność „Bałtycki Szlak Odkrywców” prowadzi nas dalej na północ Europy. Po pierwszych dniach podróży przyszedł czas na Danię i nasze pierwsze spotkanie ze Skandynawią.
 
Rozpoczęliśmy je w Odense. To niewielkie duńskie miasto przywitało nas ciszą, spokojem i porywistym wiatrem. Głodni po podróży postanowiliśmy po raz pierwszy skorzystać z aplikacji Too Good To Go. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się już w niewielkiej restauracji, przekonując się, że odpowiedzialne wybory mogą być nie tylko bardziej ekologiczne, ale również bardzo smaczne.
 
W Odense mieliśmy spędzić zaledwie kilka godzin, dlatego zamiast odhaczać kolejne atrakcje postanowiliśmy po prostu wtopić się w codzienność mieszkańców. Spacerowaliśmy wśród kolorowych kamienic, kwiatów i zieleni obecnej niemal na każdym kroku, mając nadzieję, że o naszym podróżniczym statusie przypominają jedynie plecaki na ramionach. Mijani ludzie dzielili się z nami uśmiechami i spokojnym rytmem sobotniego popołudnia.
 
Tak jak oni wybraliśmy się na spacer do parku, a później usiedliśmy w tętniącej życiem kawiarni. Przy kawie i kartach był czas na pierwsze rozmowy oraz wymianę wrażeń z Danii. Niedługo później wsiedliśmy do pociągu zmierzającego do Kopenhagi, na którą cała grupa czekała z ogromną ciekawością.
 
Po przyjeździe do stolicy Danii część grupy od razu ruszyła na pierwszy spacer po mieście. Już po kilkunastu minutach stało się jasne, że rower nie jest tutaj jedynie środkiem transportu, ale jednym z fundamentów codziennego życia.
 
Wieczorem ponownie skorzystaliśmy z aplikacji Too Good To Go. Tym razem za niewielką kwotę otrzymaliśmy torbę pełną świeżych kanapek i słodkich wypieków, których wystarczyło również na śniadanie następnego dnia. Niewielki koszt, imponująca ilość uratowanej żywności i życzliwość sprzedawców sprawiły nam tego wieczoru chyba najwięcej radości. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że najprostsze doświadczenia często zostają w pamięci najdłużej.
 
Dla części grupy dzień zakończył się właśnie wtedy, pozostali zasiedli w hotelowym lobby do wspólnego oglądania meczu Argentyny z Republiką Zielonego Przylądka. Międzynarodowe grono kibicowało Argentynie, my natomiast po cichu liczyliśmy na sensację i zwycięstwo Kabowerdeńczyków. Po emocjonującej dogrywce wygrali jednak faworyci, więc nasi nowi znajomi kończyli wieczór odrobinę szczęśliwsi od nas.
 
Kolejny dzień rozpoczęliśmy znacznie spokojniej niż poprzednie. Wszyscy czuliśmy, że Kopenhaga nie jest miastem, które należy zdobywać w pośpiechu. To miejsce zachęca raczej do zwolnienia, obserwowania i pozwolenia sobie na zwykłą codzienność.
 
Po wspólnym spacerze ulicą Strøget znaleźliśmy się w samym sercu miasta. To właśnie tutaj wiele lat temu zaczęto na nowo myśleć o projektowaniu przestrzeni miejskiej - takiej, w której najważniejszy jest człowiek, a nie samochód. Jednak żadna książka ani wykład nie pozwolą zrozumieć tej idei tak dobrze, jak własne doświadczenie.
 
Dlatego postanowiliśmy zrobić coś, co podczas mobilności cenimy szczególnie. Każdy otrzymał kilka godzin na odkrywanie miasta po swojemu.
 
Jedni bez celu krążyli rowerami po kolejnych dzielnicach, ucząc się zasad panujących na kopenhaskich drogach, podziwiając doskonale przygotowaną infrastrukturę i obserwując codzienny rytm miasta. Inni wybrali odpoczynek w parkach albo odwiedzili miejsca, które od dawna chcieli zobaczyć - Nyhavn, Amalienborg czy dom Carlsberga. Dwójka uczestników zdecydowała się natomiast odwiedzić Christianię - wyjątkową społeczność stworzoną przez ruch hipisowski w latach 70. Historia i współczesne funkcjonowanie tego miejsca wywołały później jedną z najciekawszych dyskusji całego dnia o różnych sposobach rozumienia wolności, wspólnoty i szczęścia.
 
Szczególną uwagę zwróciliśmy na to, jak aktywni są mieszkańcy Kopenhagi. Rowerzyści, biegacze, rolkarze i skaterzy są tutaj równie naturalnym elementem krajobrazu jak zabytkowe kamienice. W parkach i na osiedlowych placach nie brakuje siłowni plenerowych oraz boisk przeznaczonych do wielu różnych dyscyplin sportu. To przypomniało nam, jak ogromną wartością może być dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna zachęcająca ludzi do wspólnego spędzania czasu.
 
Chcieliśmy jeszcze pełniej doświadczyć lokalnego stylu życia i wykąpać się w kanałach Kopenhagi, jednak miasto pochłonęło nas do tego stopnia, że zwyczajnie zabrakło czasu przed zmrokiem. Wcale nam to nie przeszkadzało. O wiele ważniejsze okazało się niespieszne odkrywanie miasta niż realizowanie kolejnych punktów z listy atrakcji.
 
Wieczorem spotkaliśmy się ponownie w hotelu. W swobodnej atmosferze, przy kartach i długich rozmowach, wymienialiśmy się doświadczeniami z całego dnia. Wszyscy zgodnie śmialiśmy się, że największym wyzwaniem, którego nie zrozumie nikt, kto nie jeździł rowerem po Kopenhadze, jest skręcanie w lewo na skrzyżowaniach. Na szczęście do wieczora każdy z nas opanował już tę niecodzienną umiejętność.
 
Dla dwójki uczestników dzień jeszcze się nie skończył. Podczas wieczornego spaceru ulicami centrum zatrzymaliśmy się przy jednym z barów na niespodziewanie długą rozmowę z Amerykaninem mieszkającym od kilku lat w Kopenhadze. Rozmawialiśmy o pracy, codziennym życiu w Danii, podejściu do pieniędzy, planach i różnicach kulturowych. To było kolejne przypomnienie, że najciekawsze lekcje podczas podróży często przychodzą zupełnie niespodziewanie - nie w muzeach ani przy zabytkach, lecz podczas zwykłych rozmów z ludźmi.
 
Następnego dnia pożegnaliśmy Kopenhagę i ruszyliśmy dalej. Po drodze zatrzymaliśmy się jeszcze na dwie godziny w Malmö - pierwszym szwedzkim mieście na naszej trasie. Choć był to krótki przystanek, ponownie odkrywaliśmy miasto indywidualnie lub w mniejszych grupach. Również tutaj zwróciliśmy uwagę na spokój, poczucie bezpieczeństwa i to, jak ważną rolę w codziennym życiu mieszkańców odgrywa dobrze zaprojektowana przestrzeń publiczna.
 
Dalsza podróż do Sztokholmu była dla nas czasem wyciszenia i pierwszych refleksji po doświadczeniach z Danii. Blisko sześciogodzinna podróż pociągiem pozwoliła na chwilę zwolnić, uporządkować myśli i przygotować się na kolejny etap naszej skandynawskiej przygody. O tym, co czekało na nas już w Szwecji, opowiemy w następnej relacji.
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

04/07/2026

Mobilność „Bałtycki Szlak Odkrywców” rozpoczęła się dokładnie tak, jak zaczyna się wiele prawdziwych kolejowych przygód - od pierwszego nieprzewidzianego wyzwania. Wyruszyliśmy wcześnie rano z Włocławka, a już po kilkudziesięciu minutach podróży opóźnienie naszego pociągu sprawiło, że na przesiadkę w Kutnie została nam zaledwie minuta. Udało się. Kilka szybkich kroków, odrobina szczęścia i chwilę później byliśmy już w kolejnym składzie jadącym w stronę Berlina. To był dobry początek podróży, która od pierwszych godzin przypominała nam, że podczas DiscoverEU równie ważne jak planowanie są spokój, elastyczność i umiejętność działania razem.
 
Przed południem dotarliśmy do Berlina - miasta, które nie pozwala zapomnieć o historii, ale jednocześnie z ogromną odwagą patrzy w przyszłość. Spacerując jego ulicami co chwilę trafialiśmy na miejsca przypominające o dramatycznych wydarzeniach XX wieku. Pomnik Pomordowanych Żydów Europy skłaniał do ciszy i refleksji, a fragmenty Muru Berlińskiego przypominały, jak cienka potrafi być granica dzieląca ludzi. Kilka ulic dalej oglądaliśmy z kolei wystawę poświęconą przyszłości motoryzacji, obserwując, jak szybko zmienia się świat i technologie, które jeszcze chwilę temu wydawały się odległą wizją.
 
Po wielu kilometrach spaceru przyszedł czas na coś, co dla wielu jest równie berlińskie jak Brama Brandenburska - porządnego dönera. Trudno wyobrazić sobie wizytę w stolicy Niemiec bez spróbowania dania, które właśnie tutaj stało się prawdziwym kulinarnym symbolem miasta. Nie zabrakło również miejsca na mniej oczywiste zakątki miasta. Dead Chicken Alley okazała się jedną z najbardziej oryginalnych galerii sztuki ulicznej, pokazując zupełnie inne, bardziej nieformalne oblicze Berlina.
 
Wieczorem usiedliśmy jeszcze razem przy bilardzie. Był czas na pierwsze rozmowy, śmiech i wymianę wrażeń z początku podróży. Wydawało się, że najwięcej emocji tego dnia mamy już za sobą. Deutsche Bahn miała jednak na ten temat własne zdanie. Fala upałów spowodowała liczne awarie i odwołania połączeń, dlatego nasze plany musiały zmieniać się niemal z godziny na godzinę. Takie momenty są nieodłączną częścią podróżowania koleją i uczą czegoś, czego nie znajdziemy w żadnym przewodniku - spokoju, elastyczności i zaufania do grupy.
 
Późnym wieczorem dotarliśmy do Hamburga, gdzie czekała na nas kolejna niespodzianka. Hotel, w którym mieliśmy nocować, nie był już w stanie przyjąć naszej grupy. Na szczęście obsługa szybko znalazła rozwiązanie i około pierwszej w nocy zostaliśmy przewiezieni do innego obiektu. Okazało się, że pierwszą noc spędzimy przy słynnej Reeperbahn. To miejsce, o którym mówi się czasem, że jest jedną z najbardziej grzesznych ulic Europy. Wystarczy kilka kroków, by minąć teatry, kluby muzyczne, musicale, galerie sztuki, bary, sex shopy i lokale, które najwyraźniej nigdy nie planują zamykać swoich drzwi. Reeperbahn żyje własnym rytmem i nikogo nie próbuje udawać. My mieliśmy jednak tej nocy zupełnie inne marzenie - po wyjątkowo długim i pełnym niespodzianek dniu po prostu zamknąć oczy i zapaść w głęboki, spokojny sen.
 
Kolejny dzień rozpoczęliśmy spokojnym śniadaniem i wspólnym planowaniem dalszej trasy. Hamburg od pierwszych chwil zrobił na nas ogromne wrażenie ilością zieleni. Jednym z najbardziej niezwykłych miejsc okazał się dawny bunkier z czasów II wojny światowej, który dziś zamiast przypominać o wojnie stał się przestrzenią pełną roślin, ogrodów i tarasów widokowych. To niezwykły przykład tego, jak architektura może otrzymać zupełnie nowe życie. Z góry długo obserwowaliśmy panoramę miasta, wyznaczając kolejne punkty naszej wędrówki.
 
Odwiedziliśmy także kościół św. Michała, którego wnętrze zachwyciło nas monumentalnymi organami, a podczas spaceru natknęliśmy się na figurę Zitronenjette - legendarnej sprzedawczyni cytryn. Według miejscowej tradycji potarcie palca jej dłoni przynosi szczęście. Uznaliśmy, że po ostatnich kolejowych przygodach odrobina dodatkowego szczęścia z pewnością nam nie zaszkodzi.
 
Skoro byliśmy w Hamburgu, nie mogliśmy odmówić sobie hamburgerów. Jeszcze większą niespodzianką od samego obiadu okazało się spotkanie z Polką pracującą w niewielkim lokalu. Krótka rozmowa w ojczystym języku sprawiła radość zarówno jej, jak i nam. To kolejny dowód na to, że podczas podróży często najbardziej zapamiętuje się nie zabytki, lecz ludzi.
 
Spacer doprowadził nas następnie do imponującego Ratusza, a chwilę później do wpisanej na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO dzielnicy Speicherstadt. Dawne ceglane magazyny portowe dziś tworzą wyjątkowy krajobraz, w którym historia płynnie łączy się z nowoczesnością. Tuż obok wyrasta HafenCity z jednym z najbardziej rozpoznawalnych symboli współczesnego Hamburga - Elbphilharmonie. Weszliśmy na ogólnodostępny taras widokowy, by spojrzeć z góry na tętniący życiem port i przekonać się, jak ogromną rolę od wieków odgrywa on w rozwoju miasta. Samo dotarcie do filharmonii było atrakcją, ponieważ przepłynęliśmy tam tramwajem wodnym będącym częścią miejskiej komunikacji.
 
Wieczorem nie szukaliśmy już kolejnych atrakcji. Wystarczyły planszówki, rozmowy i wspólne oglądanie meczu Hiszpanii z Austrią podczas Mistrzostw Świata. Takie chwile często najlepiej pokazują, że mobilności DiscoverEU nie składają się wyłącznie z odwiedzania nowych miejsc. To przede wszystkim czas budowania relacji i uczenia się wspólnego funkcjonowania w nieprzewidywalnych sytuacjach.
 
Pierwsze dni naszej mobilności były prawdziwą lekcją odpowiedzialności, cierpliwości i współpracy. Odwołane pociągi, zmiany planów, hotelowe zamieszanie czy próby działania kieszonkowców mogły łatwo odebrać radość z podróżowania. Stało się jednak odwrotnie - pokazały, że jako grupa potrafimy zachować spokój, wspierać się i wspólnie szukać rozwiązań. Gdy następnego dnia przekroczyliśmy granicę z Danią - tym razem zastępczym autobusem, bo poranny pociąg ponownie został odwołany - mieliśmy poczucie, że pierwszy egzamin z podróżniczej samodzielności zdaliśmy naprawdę dobrze.
 
Dziś jesteśmy już w Danii, gdzie czekają na nas kolejne miejsca, spotkania i doświadczenia. O tym, co odkryliśmy na pierwszym skandynawskim przystanku mobilności „Bałtycki Szlak Odkrywców”, opowiemy już w następnej relacji. Bądźcie z nami!
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

08/01/2026

Mobilność w ramach projektu Not Just Passing Through dobiegła końca!

 

Wszystkie osoby uczestniczące bezpiecznie wróciły już do swoich domów - do różnych miast w Polsce, z różnych kierunków i w różnym tempie. Zostaliśmy jednak połączeni wspólnym doświadczeniem drogi, które nie było tylko przemieszczaniem się, ale procesem uważnego bycia w miastach, przestrzeniach i relacjach.

 

W czasie mobilności zatrzymaliśmy się w Budapeszcie, ale podróżowaliśmy też przez Wiedeń, Znojmo, Bukareszt, Braszów i Bratysławę, traktując każde z tych miejsc nie jako punkt na mapie, lecz jako laboratorium obserwacji. Odwiedzaliśmy muzea i galerie, spotykaliśmy się z artystami i kuratorami, ale równie ważne były długie spacery bez celu, indywidualne eksploracje, praca w szkicownikach, rozmowy w pociągach i wspólne wieczory w tymczasowych „domach-pracowniach”.

 

Budapeszt stał się dla nas bazą i punktem odniesienia - miastem, do którego się wracało i w którym można było sprawdzić, jak zmienia się sposób patrzenia po kolejnych doświadczeniach. W Wiedniu konfrontowaliśmy współczesność z klasyką, w Bukareszcie uczyliśmy się skali, kontrastu i ciszy pomiędzy narracjami, w Braszowie - czytania miasta bez instytucjonalnego filtra, a w Bratysławie - harmonii pomiędzy architekturą, krajobrazem i sztuką. Szczególnym doświadczeniem były wizyty w takich miejscach jak Danubiana Meulensteen Art Museum, Ludwig Museum, pracownia artysty Davida Utcai czy spotkanie z zespołem i kuratorką związanymi z niezależną sceną artystyczną Budapesztu.

 

Dużą częścią projektu była indywidualna praca twórcza - czasem w muzeach, czasem w przestrzeni miasta, a czasem w ciszy pokoju. Choroba, zmęczenie czy konieczność zatrzymania nie przerywały procesu, lecz zmieniały jego materiał. W tych pauzach powstawały refleksje i formy, które nie wydarzyłyby się w biegu.

 

Projekt Not Just Passing Through nie kończy się wraz z powrotem. Efekty działań twórczych osób uczestniczących będą prezentowane publicznie - jako zapis przejścia, doświadczenia i uważnego bycia w drodze. O tym opowiemy już w kolejnym poście :)

 

Szczegółowe relacje z przebiegu mobilności oraz dokumentacja zdjęciowa dostępne są na profilu Fundacji na Facebooku. Zapraszamy do zapoznania się z publikowanymi tam materiałami.

 

Działanie realizowane w ramach projektu „Not Just Passing Through” o numerze 2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) programu Erasmus+ Młodzież.

FUNDACJA LATERAL THINKING

 

 

KRS 0001015531

REGON 52428214500000

NIP 8883159788

 

 fundacja.lateral.thinking@gmail.com

Imię
Twój e-mail
Treść wiadomości
Wyślij
Wyślij
Formularz został wysłany - dziękujemy.
Proszę wypełnić wszystkie wymagane pola!

   FUNDACJA LATERAL THINKING

AKTUALNOŚCI

03/07/2026

Mobilność „Środkowoeuropejska mozaika”, realizowana w ramach projektu „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic”, dociera do kolejnego etapu naszej europejskiej podróży.
 
Po intensywnych dniach spędzonych w Pradze przyszedł czas na zupełnie inne doświadczenie. Austria okazała się dla nas momentem wyciszenia. Kilka dni spędzonych w Ebensee stało się naturalnym przystankiem pomiędzy tętniącymi życiem miastami - miejscem, w którym można na chwilę zwolnić, odetchnąć i nabrać sił przed kolejnym etapem naszej wyprawy. Już za chwilę czekają nas temperamentne Włochy, ale zanim tam dotrzemy, pozwoliliśmy sobie na kilka dni zanurzenia w naturze.
 
Ebensee zachwyciło nas od pierwszych chwil. Niewielkie miasteczko położone nad jeziorem Traunsee, otoczone potężnymi alpejskimi szczytami, ma w sobie coś, co trudno zamknąć w fotografiach. Jest tu cisza, która nie jest pustką. Jest szum wody, zapach lasu, wszechobecna zieleń i góry przypominające, jak niewielcy jesteśmy wobec natury. Spędzaliśmy czas nad jeziorem, w wodzie i na spacerach wśród zieleni. To właśnie takie chwile pozwalają naprawdę odpocząć, uporządkować myśli i spojrzeć na podróż z nieco innej perspektywy.
 
W drodze do Ebensee zatrzymaliśmy się również na kilka godzin w Linzu. Odwiedziliśmy imponującą Nową Katedrę, której monumentalna architektura i niezwykłe witraże zrobiły na nas ogromne wrażenie. Spacer po mieście był krótkim, ale bardzo przyjemnym przystankiem, zanim dotarliśmy do miejsca, które na kilka dni stało się naszym domem.
 
Jednym z najważniejszych doświadczeń podczas pobytu była wizyta w Muzeum Historii Współczesnej w Ebensee. To miejsce opowiada o przejęciu władzy w Austrii przez nazistów, Anschlussie oraz historii obozu koncentracyjnego funkcjonującego właśnie tutaj. Trudno przejść przez tę wystawę obojętnie. Przypomina ona, do czego prowadzą nienawiść, wykluczenie i brak szacunku dla drugiego człowieka.
 
W Fundacji Lateral Thinking często powtarzamy, że podróżowanie nie polega wyłącznie na odhaczaniu kolejnych miejsc na mapie. To przede wszystkim poznawanie ludzi, historii i wartości, na których zbudowana jest współczesna Europa. Wolność, demokracja, poszanowanie godności każdego człowieka, prawa człowieka, solidarność, różnorodność i pokój nie są dla nas pustymi hasłami zapisanymi w dokumentach. To wartości, które warto poznawać nie tylko podczas warsztatów, ale również poprzez odwiedzanie miejsc przypominających, dlaczego są one tak ważne. Muzeum w Ebensee było właśnie jedną z takich lekcji - trudną, poruszającą, ale niezwykle potrzebną.
 
Chcieliśmy również zajrzeć do miejscowego kościoła, jednak w tym czasie odbywał się tam pogrzeb. Zrezygnowaliśmy ze zwiedzania, pozostając na zewnątrz. To drobna sytuacja, ale dla nas bardzo naturalna. Szacunek dla lokalnej społeczności, jej tradycji i codziennego życia jest równie ważny jak poznawanie zabytków czy robienie zdjęć.
 
Każdy dzień kończyliśmy podobnie. Bez wystawnych kolacji i eleganckich restauracji. Najczęściej była to po prostu wspólna pizza - szybka, budżetowa i niewyszukana. Paradoksalnie to właśnie przy takich prostych posiłkach odbywały się nasze najważniejsze spotkania. Rozmawialiśmy o tym, co zobaczyliśmy, co nas poruszyło, co zaskoczyło i czego nauczyliśmy się tego dnia. Wspólnie analizowaliśmy swoje doświadczenia, śmialiśmy się z podróżniczych przygód, planowaliśmy kolejne dni i po prostu cieszyliśmy się swoim towarzystwem.
 
Z każdym kolejnym dniem coraz wyraźniej widać, że ta grupa naprawdę się zgrała. Nie jesteśmy już tylko uczestnikami tej samej mobilności. Tworzymy zespół ludzi, którzy potrafią wspólnie podróżować, wspierać się w trudniejszych momentach, dzielić obowiązkami, rozwiązywać problemy i czerpać radość nawet z najprostszych chwil. To właśnie takie doświadczenia zostają z nami najdłużej.
 
Żegnamy Ebensee z poczuciem spokoju, który dały nam góry, jezioro i otaczająca nas natura. Ruszamy dalej - oczywiście pociągiem. Przed nami Włochy. Wiemy, że będą głośniejsze, bardziej dynamiczne i pełne emocji. Tym bardziej cieszymy się, że mogliśmy zatrzymać się na chwilę właśnie tutaj, by nabrać oddechu przed kolejnym rozdziałem naszej środkowoeuropejskiej mozaiki.
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

02/07/2026

Piątek był ostatnim pełnym dniem działań edukacyjnych podczas naszej mobilności we Włocławku. Trudno uwierzyć, jak szybko minął ten tydzień. Jeszcze w marcu, podczas naszego pierwszego spotkania w Ferencvárosi Művelődési Központ w Budapeszcie, towarzyszyła nam niepewność. Były ostrożne uśmiechy, pierwsze próby porozumiewania się prostymi słowami, mnóstwo gestów i jeszcze więcej ciekawości. Dziś patrzyliśmy już na grupę ludzi, którzy wspólnie podróżują, śmieją się, tworzą, rozwiązują problemy i po prostu lubią spędzać ze sobą czas. To była najlepsza możliwa odpowiedź na pytanie, czy ten projekt miał sens.
 
Po śniadaniu rozpoczęliśmy przygotowaną specjalnie na tę okazję grę miejską. Węgierscy seniorzy drogą losowania zostali podzieleni na trzy pięcioosobowe zespoły. Tym razem nie towarzyszyli im polscy uczestnicy ani edukatorzy. Chcieliśmy sprawdzić, jak poradzą sobie samodzielnie, wykorzystując wszystko to, czego nauczyli się przez ostatnie miesiące.
 
Każda drużyna otrzymała zestaw wskazówek oraz listę punktów kontrolnych rozsianych po Włocławku. Zadanie było proste tylko z pozoru - należało samodzielnie odnaleźć kolejne miejsca, przemieszczać się pomiędzy nimi i wykonywać przygotowane wyzwania. Część zadań wymagała wykorzystania telefonu - wykonania odpowiednich fotografii lub odnalezienia informacji. Inne opierały się na prostych strukturach językowych poznanych podczas warsztatów. Nie zabrakło również pytań refleksyjnych, zachęcających do uważnego spojrzenia na odwiedzane miejsca i wspólnej rozmowy.
 
Był to chyba najbardziej praktyczny sprawdzian całego projektu. Uczestnicy musieli samodzielnie planować trasę, podejmować decyzje, korzystać z aplikacji tłumaczeniowych, współpracować i odnajdywać się w przestrzeni miasta. Dokładnie o takie sytuacje chodziło nam od samego początku - aby język i narzędzia cyfrowe stały się czymś użytecznym w codziennym życiu, a nie jedynie materiałem do ćwiczeń podczas zajęć.
 
Dwie z trzech drużyn bezbłędnie odnalazły wszystkie przygotowane checkpointy. Trzecia,,, do dziś pozostaje dla nas małą zagadką. Nie wiemy, jakim sposobem udało jej się ominąć jeden z punktów kontrolnych i niemal prosto trafić na metę
 
Meta znajdowała się w Strefie Odkrywania, Wyobraźni i Aktywności (SOWA) działającej w Centrum Kultury Browar B. To nowoczesna przestrzeń edukacyjna stworzona we współpracy z Centrum Nauki Kopernik, w której nauka odbywa się poprzez samodzielne eksperymentowanie. Na uczestników czekało paręnaście interaktywnych stanowisk pozwalających odkrywać prawa fizyki, optyki, ruchu, równowagi czy działania prostych mechanizmów. Wiele z przygotowanych doświadczeń pokazywało również, jak nauka przenika się ze sztuką - od iluzji optycznych po zagadnienia związane z kolorem, światłem czy perspektywą. Jak zwykle najwięcej było śmiechu, prób pobicia własnych rekordów i wzajemnego zachęcania się do kolejnych eksperymentów.
 
Po wspólnym obiedzie wróciliśmy do Miejskiej Biblioteki Publicznej. Przed nami był już ostatni blok autorskich warsztatów przygotowanych w ramach projektu. Tym razem nie poznawaliśmy już nowych słów ani kolejnych struktur językowych. Wszystko, co miało zostać wprowadzone, pojawiło się podczas wcześniejszych spotkań. Ostatnie trzy scenariusze służyły przede wszystkim uporządkowaniu zdobytych doświadczeń i świadomemu domknięciu całego procesu.
 
Zanim przystąpiliśmy do ostatnich działań twórczych, wspólnie wróciliśmy do słownictwa poznanego podczas całego projektu. Wykorzystaliśmy platformę Kahoot, która towarzyszyła nam regularnie zarówno podczas mobilności w Budapeszcie, jak i we Włocławku. Przygotowany specjalnie na tę okazję quiz obejmował wybrane słowa i wyrażenia pojawiające się podczas wszystkich dotychczasowych warsztatów. Nie był to egzamin ani test wiedzy, lecz okazja do utrwalenia materiału w lekkiej, pełnej śmiechu atmosferze. Jak zwykle nie zabrakło zdrowej rywalizacji, wzajemnego dopingowania się i satysfakcji z kolejnych poprawnych odpowiedzi. Był to również dobry moment, by uczestnicy mogli sami zobaczyć, jak wiele nowego słownictwa udało im się opanować przez ostatnie miesiące.
 
Po rozgrywce przeszliśmy do bloku warsztatowego. Rozpoczęliśmy od „I choose my words”. Uczestnicy wrócili do całego słownictwa poznanego podczas poprzednich dni i samodzielnie wybierali te wyrazy, które były dla nich najważniejsze. Nie pojawiały się nowe fiszki ani nowe konstrukcje językowe. Wręcz przeciwnie - chodziło o świadomą selekcję, pokazującą, że język nie polega na znajomości jak największej liczby słów, lecz na umiejętności wybrania tych, które naprawdę chcemy wykorzystać. Powstające prace były proste i oszczędne, skupione wokół jednego lub kilku wybranych słów, które najlepiej oddawały doświadczenia uczestników.
 
Kolejnym etapem był warsztat „This is my card”. Wykorzystując wybrane wcześniej słowo oraz zgromadzone przez cały proces doświadczenia, każdy uczestnik tworzył własną kartę. Nie była to już otwarta kompozycja ani eksperyment, lecz świadomie zaprojektowany, zamknięty obiekt - niewielka karta, która mogła funkcjonować samodzielnie. Dla wielu osób był to bardzo symboliczny moment. Po miesiącach wspólnej pracy sami tworzyli materiał przypominający karty z gier, których współautorami stali się w trakcie projektu.
 
Ostatni warsztat - „I share my story” - stanowił naturalne zwieńczenie całego procesu. Uczestnicy wykorzystywali stworzone przed chwilą karty jako punkt wyjścia do podzielenia się własną historią. Nie chodziło o długie wypowiedzi ani perfekcyjny angielski. Wystarczało kilka prostych zdań, wykorzystujących poznane wcześniej struktury językowe. Najważniejsze było to, że za każdym słowem kryło się prawdziwe doświadczenie przeżyte podczas wspólnych miesięcy projektu. To właśnie w tym momencie najpełniej było widać, że język stał się dla uczestników narzędziem budowania relacji, a nie celem samym w sobie.
 
Wraz z zakończeniem tych trzech warsztatów symbolicznie zamknęliśmy cały przygotowany na potrzeby projektu proces edukacyjny. Nie kończyła się jedynie seria zajęć. Domykała się wielomiesięczna droga prowadząca od pierwszych nieśmiałych prób wypowiedzenia prostego „My name is…” w Budapeszcie do rozmów, wspólnego tworzenia i opowiadania własnych historii we Włocławku.
 
Po raz ostatni podczas tej mobilności usiedliśmy również do wspólnych rozgrywek z wykorzystaniem gier See&Say oraz In Your Future I Can See. Jeszcze kilka miesięcy wcześniej istniały one jedynie jako pomysł oraz pierwsze szkice powstające podczas warsztatów w Budapeszcie. Teraz ich współautorzy z ogromną swobodą wykorzystywali je do rozmów, opowiadania historii i wzajemnego poznawania się. Chyba nie mogliśmy wymarzyć sobie lepszego dowodu na to, że wspólna praca naprawdę ma sens.
 
Pierwotnie planowaliśmy zakończyć dzień wspólną sesją Qi Gong oraz udziałem w koncercie plenerowym w Parku Sienkiewicza. Pogoda miała jednak inne plany. Temperatura przekroczyła 34 stopnie Celsjusza, a przebywanie przez dłuższy czas na otwartym słońcu mogło stanowić realne zagrożenie dla zdrowia uczestników. Bezpieczeństwo było dla nas najważniejsze, dlatego podjęliśmy decyzję o rezygnacji z tych punktów programu.
 
Wieczorem spotkaliśmy się jeszcze przy wspólnej kolacji. Wydawało się, że będzie to po prostu spokojne zakończenie dnia. Tymczasem czekała nas jeszcze jedna, niezwykle wzruszająca chwila.
 
Mieliśmy zaszczyt wspólnie świętować 50. rocznicę ślubu jednej z par uczestniczących z Węgier. Były życzenia, wspólnie odśpiewane „Sto lat”, uściski i ogrom wzruszenia. Przez chwilę wszyscy zapomnieliśmy o tym, że nazajutrz trzeba będzie się pożegnać. Świętowaliśmy razem niezwykły jubileusz dwojga ludzi, którzy od pół wieku idą przez życie ramię w ramię.
 
Patrząc na uczestników trudno było nie wrócić myślami do marca i naszego pierwszego spotkania w Ferencvárosi Művelődési Központ w Budapeszcie. Wtedy wszyscy dopiero się poznawali. Było widać niepewność, ostrożność i naturalne obawy wynikające z bariery językowej. Dziś patrzyliśmy już na grupę ludzi, którzy podróżowali pociągami przez Europę, tworzyli gry edukacyjne, zwiedzali, rozwiązywali zadania, tańczyli przy ognisku, śmiali się z własnych językowych pomyłek i potrafili porozumiewać się często bez potrzeby używania wielu słów.
 
To właśnie taki efekt chcieliśmy osiągnąć.
 
Bo Future Tense nigdy nie był projektem o nauce języka angielskiego. Był projektem o spotkaniu z drugim człowiekiem. O pokazaniu, że nawet kilka prostych słów, odrobina odwagi i otwartość na drugą osobę potrafią zbudować relacje, które zostają na długo.
 
Następnego ranka nasi węgierscy przyjaciele wsiedli do pociągu. Najpierw kierunek Warszawa, później długa droga do Budapesztu. Mobilność dobiegła końca, ale wszyscy mieliśmy poczucie, że ta historia wcale się tutaj nie kończy.
 
I rzeczywiście - choć za nami ostatnia mobilność projektu, przed nami jeszcze sporo pracy. Czeka nas ewaluacja całego procesu, dystrybucja opracowanych wspólnie gier edukacyjnych, dokończenie i graficzne opracowanie podręcznika metodycznego oraz szerokie upowszechnianie rezultatów projektu. Chcemy, aby doświadczenia zdobyte podczas Future Tense mogły inspirować również inne organizacje, edukatorów i grupy senioralne.
 
Na sam koniec pozwolę sobie już na kilka bardzo osobistych słów.
 
Jako koordynator projektu chciałbym z całego serca podziękować osobom, bez których Future Tense nigdy nie osiągnąłby takiego kształtu: Kasi Kutzmann-Solarek, Irkowi Solarkowi i Andrzejowi Sitkiewiczowi.
 
Dziękuję Wam za godziny przygotowań, prowadzenie warsztatów, opiekę nad uczestnikami, kreatywność, cierpliwość i wsparcie na każdym etapie projektu. To właśnie dzięki Wam wszystko, co przez ostatnie miesiące było jedynie pomysłem zapisanym we wniosku projektowym, stało się rzeczywistością.
 
Dziękuję również wszystkim polskim i węgierskim seniorom. To Wy byliście współautorami tego projektu. Pokazaliście, że ciekawość świata nie ma wieku, a przyjaźń naprawdę potrafi przekraczać granice państw i języków.
 
Mam nadzieję, że jeszcze nie raz spotkamy się przy wspólnych projektach!
 
Dziękuję za tę wspólną podróż!
Wasz Maksym
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

01/07/2026

Kiedy podczas warsztatów tłumaczyliśmy uczestnikom zasady działania gry „In Your Future I Can See”, mówiliśmy, że najlepiej rozpocząć rozgrywkę od zadania konkretnego pytania. Nie chodzi o przewidywanie przyszłości w dosłownym znaczeniu, ale o stworzenie punktu wyjścia do rozmowy, interpretacji i wspólnego opowiadania historii.
 
Tak trochę dla żartu rzuciliśmy przykładem: A może zapytajmy, jak będzie wyglądała nasza czwartkowa impreza? No i zaczęliśmy losować!
 
Wypadła karta SAUSAGE w pozycji prawidłowej, dając słowo FEAST.
Potem CHAV, również w pozycji prawidłowej, ze słowem CHILL.
Na końcu POT w pozycji odwróconej, ze słowem MESS.
 
Choć „In Your Future I Can See” to przede wszystkim gra do storytellingu, rozwijania wyobraźni i budowania opowieści, a nie magiczna wyrocznia, musimy przyznać, że trudno było o lepszą przepowiednię!
 
Dokładnie tak było.
 
Była uczta pełna domowych pyszności przygotowanych przez naszych seniorów. Był błogi luz, rozmowy, śmiech i tańce. A "mess"... cóż - w najlepszym możliwym znaczeniu. Mnóstwo pozytywnego zamieszania, spontaniczności, ludzi tańczących do polskiej, węgierskiej, angielskiej, włoskiej i ukraińskiej muzyki oraz energia, której nie da się zaplanować. Chyba nasze karty naprawdę mają w sobie odrobinę magii!
 
Poniżej zostawiamy krótką kompilację tego wyjątkowego wieczoru. Sami zobaczcie, ile było w nim radości!
 
C.D.N.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

01/07/2026

Za nami pierwsze dni mobilności „Środkowoeuropejska mozaika”, realizowanej w ramach projektu „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic”. Choć nasza kolejna europejska przygoda dopiero się rozpoczęła, już od pierwszych godzin nie zabrakło wyzwań, które są nieodłącznym elementem podróżowania koleją przez Europę.
 
Jeszcze w Polsce musieliśmy zmierzyć się z pierwszymi utrudnieniami. Wysokie temperatury spowodowały opóźnienia pociągów, przez co konieczna była szybka zmiana planów. Na szczęście udało się sprawnie dotrzeć do Torunia innym połączeniem i bez większego stresu przesiąść do pociągu bezpośredniego, którym wyruszyliśmy w stronę Czech.
 
Dalsza podróż przebiegła już spokojnie. Noc spędziliśmy w wagonie z kuszetkami, gdzie dzięki działającej klimatyzacji mogliśmy choć częściowo odpocząć przed intensywnymi dniami zwiedzania. Do Pragi dotarliśmy około godziny dziewiątej rano, gotowi na pierwsze spotkanie z jednym z najpiękniejszych miast Europy.
 
Po pozostawieniu bagaży w przechowalni skierowaliśmy się w stronę Mostu Karola, gdzie mogliśmy poczuć wyjątkową atmosferę miasta budzącego się do życia. Następnie, korzystając z praskiego metra, dotarliśmy w okolice naszego noclegu. Po krótkim odpoczynku i rozpakowaniu było już jasne, że szkoda tracić czas - Praga czekała na odkrywanie.
 
Pierwsze dni mobilności upłynęły przede wszystkim na poznawaniu czeskiej stolicy. Miasto odkrywaliśmy głównie pieszo, a przy większych odległościach korzystaliśmy z metra, dzięki czemu mogliśmy sprawnie przemieszczać się pomiędzy najważniejszymi punktami. Odwiedziliśmy Rynek Staromiejski ze słynnym zegarem astronomicznym, Zamek na Hradczanach, Katedrę św. Wita oraz Plac Wacława. Część uczestników zdecydowała się również odwiedzić Muzeum Franza Kafki, a wszyscy mieli okazję zwrócić uwagę na charakterystyczne praskie rzeźby i instalacje artystyczne, które są integralną częścią miejskiej przestrzeni.
 
To jednak dopiero początek naszej podróży. Oprócz poznawania kolejnych europejskich miast równie ważnym elementem mobilności jest nauka samodzielnego podróżowania, korzystania z transportu publicznego, podejmowania wspólnych decyzji oraz odnajdywania się w nowych sytuacjach. Takie doświadczenia rozwijają kompetencje, których trudno nauczyć się w szkolnej ławce.
 
Pierwsze dni przyniosły także coś, co w projektach DiscoverEU jest równie cenne jak odwiedzane miejsca - budowanie relacji. Wspólna podróż, codzienne wyzwania i odkrywanie nowych przestrzeni sprawiają, że grupa bardzo szybko staje się zgranym zespołem. W przypadku mobilności „Środkowoeuropejska mozaika” ten proces przebiega wyjątkowo naturalnie. Od początku widać wzajemną życzliwość, otwartość i gotowość do wspierania się nawzajem. To bardzo dobry początek wspólnej drogi i świetna zapowiedź kolejnych etapów naszej środkowoeuropejskiej mozaiki.
 
Trzydniowy pobyt w Pradze dobiegł już końca. Kontynuujemy naszą podróż - oczywiście naszym ulubionym środkiem lokomocji, czyli pociągiem - w kierunku Austrii, gdzie czekają nas kolejne etapy odkrywania Europy w ramach programu DiscoverEU.
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

01/07/2026

Czwarty dzień naszej mobilności rozpoczął się inaczej niż wszystkie poprzednie. Po raz pierwszy - i jedyny podczas całego pobytu - mogliśmy pozwolić sobie na nieco dłuższy sen. Po trzech bardzo intensywnych dniach pełnych warsztatów, zwiedzania i nowych doświadczeń postanowiliśmy na chwilę zwolnić tempo. Pierwsze wspólne aktywności rozpoczęliśmy dopiero około godziny 10 rano.
 
Naszym celem był położony kilka kilometrów od Włocławka Wieniec-Zdrój - jedno z kujawskich uzdrowisk. To właśnie tam postanowiliśmy spędzić spokojny poranek, dając uczestnikom czas na regenerację i odpoczynek w otoczeniu natury.
 
Po przyjeździe każdy z uczestników otrzymał śniadanie w formie pikniku - małą pizzę oraz napój. Zamiast sali konferencyjnej czy restauracji wybraliśmy parkowe ławeczki, cień rozłożystych drzew i spokojną atmosferę uzdrowiska. Był to czas niespiesznych rozmów, spacerów i zwykłego bycia razem, bez konieczności spoglądania na zegarek i realizowania kolejnych punktów programu.
 
Nie zabrakło również wizyty przy tężni solankowej, która w upalne przedpołudnie dawała przyjemne ochłodzenie i chwilę wytchnienia. Spacerując alejkami parku mogliśmy na moment odciąć się od miejskiego zgiełku, wsłuchać w śpiew ptaków i po prostu cieszyć się wspólną obecnością. Odwiedziliśmy także pijalnię wód mineralnych, gdzie każdy miał okazję spróbować wody o właściwościach prozdrowotnych oraz poznać historię tego wyjątkowego miejsca. Ten spokojny poranek był potrzebny wszystkim - pozwolił nabrać sił przed kolejną częścią dnia.
 
Po powrocie do Włocławka i wspólnym obiedzie ponownie spotkaliśmy się w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej, gdzie czekał na nas kolejny blok autorskich warsztatów językowo-artystycznych przygotowanych specjalnie na potrzeby projektu.
 
Pierwszym z nich był warsztat „I believe”, poświęcony temu, co dla każdego z nas jest ważne. Nie prosiliśmy jednak uczestników o deklaracje czy długie wypowiedzi. Zamiast tego pracowali oni poprzez rytm, znak i powtarzalność prostych form. Dopiero po zakończeniu części plastycznej pojawiała się struktura językowa „I believe…”, która pozwalała jednym słowem lub krótkim zdaniem odnieść się do własnej pracy. W ten sposób język ponownie stawał się naturalnym następstwem działania, a nie jego punktem wyjścia.
 
Kolejny warsztat - „I meet you” - wyraźnie zmieniał perspektywę. Po raz pierwszy tak mocno skupiliśmy się na relacji z drugim człowiekiem. Uczestnicy pracowali w parach, wspólnie tworząc jedną kompozycję. Nie chodziło o to, by jedna osoba prowadziła drugą, ale o wzajemne reagowanie na swoje pomysły i budowanie czegoś wspólnie. Struktura „I meet you” przestawała być jedynie prostym zwrotem po angielsku, a stawała się opisem tego, co rzeczywiście działo się pomiędzy uczestnikami.
 
Ostatnim warsztatem był „Our common space”. Tym razem indywidualne doświadczenia ustąpiły miejsca wspólnej pracy całej grupy. Powstawała jedna kompozycja, tworzona przez wszystkich uczestników jednocześnie. Każdy wnosił do niej własny element, ucząc się jednocześnie pozostawiania przestrzeni dla innych, współpracy i podejmowania wspólnych decyzji. Było to symboliczne domknięcie całego procesu warsztatowego - od pierwszych, bardzo osobistych działań do stworzenia jednej wspólnej przestrzeni, która należała już do całej polsko-węgierskiej grupy.
 
Wraz z zakończeniem tych trzech warsztatów dobiegł końca również przygotowany na potrzeby projektu cykl podstawowych struktur językowych. Przez kolejne dni uczestnicy stopniowo poznawali nowe słownictwo i proste konstrukcje językowe, które z czasem przestały być jedynie materiałem edukacyjnym. Stały się naturalnym narzędziem komunikacji - wykorzystywanym podczas warsztatów, zwiedzania, wspólnych posiłków, a coraz częściej także w zwyczajnych codziennych rozmowach.
 
Nie zabrakło również czasu na kolejne rozgrywki z wykorzystaniem obu gier edukacyjnych powstałych w ramach projektu. Karty coraz rzadziej służyły wyłącznie do nauki - stawały się pretekstem do żartów, opowiadania historii i wspólnego spędzania czasu. Jednak tego popołudnia myśli wszystkich coraz częściej uciekały już ku wydarzeniu, na które czekaliśmy od początku mobilności.
 
Wieczorem spotkaliśmy się na dziedzińcu Klubu „Łęg”, gdzie zorganizowaliśmy wspólne ognisko. My przygotowaliśmy przestrzeń, rozpaliliśmy ogień oraz zadbaliśmy o kiełbaski, pieczywo, ogórki kiszone, smalec i inne dodatki. Nasi polscy seniorzy przeszli jednak samych siebie. Na wspólnym stole pojawiły się między innymi domowy bigos, pączki, rogaliki, ciasto drożdżowe, sałatki, domowe przetwory oraz cała masa innych własnoręcznie przygotowanych przysmaków. Trudno było znaleźć choć odrobinę wolnego miejsca. Była to prawdziwa uczta przygotowana z myślą o naszych gościach.
 
Od pierwszych minut towarzyszyła nam muzyka. Rozbrzmiewały zarówno polskie i węgierskie melodie ludowe, jak i anglojęzyczne przeboje z młodości naszych uczestników. Co jakiś czas pojawiały się również włoskie czy ukraińskie akcenty, a każda kolejna piosenka sprawiała, że do tańca dołączały następne osoby. Bardzo szybko okazało się, że nie ma znaczenia, z którego kraju pochodzi dana melodia. Najważniejsze było to, że wszyscy bawili się razem. Kręgi tańczących nieustannie się mieszały, a śmiech i rozmowy było słychać w całym ogrodzie.
 
W pewnym momencie wieczoru wydarzyło się jednak coś, czego nie planowaliśmy, a co na długo pozostanie w naszej pamięci. Przedstawiciele węgierskiej grupy poprosili o chwilę uwagi. W kilku słowach podziękowali wszystkim za przygotowanie mobilności, serdeczne przyjęcie i atmosferę, jakiej doświadczyli podczas pobytu we Włocławku. Mówili o tym, jak dobrze czują się w Polsce, jak wiele życzliwości spotkało ich ze strony naszych seniorów oraz jak cenne okazały się wspólnie spędzone dni. Nie zabrakło wzruszenia - zarówno po stronie naszych gości, jak i gospodarzy.
 
Na zakończenie przekazali wszystkim uczestnikom i edukatorom przepiękne upominki przywiezione z Csobánki - miejscowości, z której pochodzi większość członków węgierskiej grupy.
 
Był to niezwykle piękny gest, pokazujący, że projekt już dawno przestał być jedynie serią warsztatów czy wspólnych wyjazdów. Stał się przestrzenią budowania autentycznych relacji i przyjaźni, które z pewnością pozostaną z nami na długo po zakończeniu mobilności.
 
I chyba właśnie wtedy najmocniej było widać, ile wydarzyło się przez zaledwie kilka dni wspólnego pobytu.
 
Nie było już bariery wieku. Nie było bariery języka. Nawet panujący od kilku dni upał przestał mieć znaczenie. Była za to czysta radość, spontaniczna integracja, wspólny śmiech i poczucie, że grupa ludzi, którzy jeszcze kilka miesięcy wcześniej byli dla siebie zupełnie obcy, dziś potrafi razem śpiewać, tańczyć, rozmawiać i wzajemnie dziękować sobie za wspólnie spędzony czas.
 
To był jeden z tych wieczorów, których nie da się zaplanować. Można przygotować miejsce, rozpalić ognisko i zaprosić ludzi do wspólnego stołu. Całą resztę tworzą już sami uczestnicy. I właśnie dlatego ten wieczór pozostanie z nami na bardzo długo.
 
C.D.N.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

30/06/2026

Zanim osoby uczestniczące mobilności „Środkowoeuropejska Mozaika” opuszczą swój pierwszy przystanek na trasie - czeską Pragę - kolejna grupa będzie już w drodze. O świcie rozpocznie się mobilność „Bałtycki Szlak Odkrywców”!
 
Przed nimi osiemnaście dni podróży, tysiące kilometrów do pokonania wyłącznie transportem publicznym i zupełnie inna część Europy. Tym razem nasz szlak poprowadzi przez Berlin, Hamburg, Odense, Kopenhagę, Malmö, Sztokholm, Luleå, Oulu, Helsinki, Tallinn, Rygę i Wilno.
 
Każde z tych miast opowiada inną historię - od tętniących życiem europejskich metropolii, przez skandynawskie wybrzeża i miasta położone zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od koła podbiegunowego, aż po nadbałtyckie stolice, w których od wieków przenikają się różne kultury i tradycje.
 
Podobnie jak w przypadku poprzednich mobilności, nie jedziemy po to, by odhaczać kolejne miejsca na mapie. Chcemy poznawać Europę z perspektywy pociągowego okna, uczyć się samodzielności, współpracy i odpowiedzialności. To właśnie podczas planowania przesiadek, wspólnego rozwiązywania problemów, rozmów prowadzonych w przedziałach czy spacerów po nieznanych miastach rodzą się doświadczenia, których nie da się znaleźć w żadnym przewodniku.
 
Już za kilka godzin uczestnicy wyruszą w drogę. Przed nimi pierwsze wschody słońca oglądane z okien pociągów, prom przecinający Bałtyk, długie skandynawskie dni i kolejne tysiące wspólnych wspomnień!
 
Poznajcie osoby, które stworzą „Bałtycki Szlak Odkrywców”
 
W najbliższych tygodniach również z tej mobilności będziemy regularnie relacjonować naszą podróż. Do zobaczenia na europejskich torach!
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

30/06/2026

Środa, trzeci pełny dzień naszej mobilności rozpoczęliśmy od wizyty w Centrum Kultury Browar B - jednym z najbardziej charakterystycznych miejsc na kulturalnej mapie Włocławka. Już sam budynek zrobił na naszych gościach ogromne wrażenie. Dawny kompleks Browaru Bojańczyka, pieczołowicie odrestaurowany i zaadaptowany na nowoczesne centrum kultury, jest doskonałym przykładem tego, jak z szacunkiem dla historii można stworzyć przestrzeń tętniącą współczesnym życiem.
 
Pracownicy Browaru B zabrali nas w podróż po niemal całym obiekcie. Odwiedziliśmy galerie wystawiennicze, pracownie artystyczne, sale koncertowe i taneczne, poznając szeroką działalność instytucji oraz bogactwo oferty kulturalnej skierowanej do mieszkańców miasta. Szczególne zainteresowanie wzbudziły prace inspirowane twórczością Stanisława Zagajewskiego - jednego z najbardziej rozpoznawalnych włocławskich artystów związanych z nurtem art brut. Równie dużą uwagę uczestników przyciągnęły tradycyjne kujawskie pająki - niezwykle barwne dekoracje wykonywane ze słomy, będące ważnym elementem lokalnego dziedzictwa.
 
Spacerując po kolejnych przestrzeniach Browaru B mogliśmy zobaczyć, jak harmonijnie współistnieją tu historia i współczesność. Zabytkowa architektura dawnych zabudowań przemysłowych została zachowana i wyeksponowana, jednocześnie tworząc funkcjonalną przestrzeń dla wystaw, koncertów, warsztatów i działań edukacyjnych. Dla wielu uczestników było to pierwsze spotkanie z tak udaną rewitalizacją obiektu poprzemysłowego.
 
Po krótkim odpoczynku na tarasie przy Galerii Suszarnia czekała na nas jeszcze jedna niespodzianka.
 
Odwiedziliśmy największą w Polsce kolekcję historycznych miar i wag. Wśród setek eksponatów można było zobaczyć zarówno precyzyjne wagi apteczne i jubilerskie, codzienne wagi sklepowe, jak i urządzenia wykorzystywane w przemyśle czy handlu. Najwięcej emocji wzbudziła jednak słynna „waga na czarownice”, która szybko stała się jednym z najczęściej fotografowanych eksponatów całej wizyty.
 
Prosto z Browaru B udaliśmy się do Skarbca Fajansu - miejsca, które w wyjątkowy sposób opowiada historię jednego z najbardziej rozpoznawalnych symboli Włocławka. Spotkanie rozpoczęliśmy od warsztatów ceramicznych, podczas których każdy uczestnik mógł własnoręcznie uformować z gliny niewielkie naczynie lub dekoracyjny przedmiot. Był to moment wymagający cierpliwości, precyzji i odrobiny wyobraźni, ale również doskonała okazja do rozmów i wzajemnej pomocy.
 
Dopiero po części praktycznej przeszliśmy do zwiedzania ekspozycji. Dzięki interaktywnym elementom wystawy uczestnicy mogli nie tylko poznać historię włocławskiego fajansu, ale również samodzielnie wykonywać przygotowane zadania i odkrywać kolejne ciekawostki związane z procesem jego powstawania.
 
Charakterystyczne kobaltowe dekoracje, bogata historia lokalnych manufaktur oraz niezwykła estetyka fajansowych wyrobów zrobiły na naszych gościach ogromne wrażenie. Wielu uczestników przyznało, że wcześniej nie zdawało sobie sprawy, jak silnie historia Włocławka związana jest właśnie z fajansem i jak ważne miejsce zajmuje on w polskim dziedzictwie wzornictwa. Było to dla nich tym ciekawsze, że przez cały czas trwania mobilności mieszkali w Loftach w Piecowni - kompleksie powstałym na terenie dawnych zakładów fajansu. Dzięki temu historia włocławskiej ceramiki towarzyszyła nam nie tylko podczas zwiedzania, ale również na co dzień, stając się naturalnym elementem całego pobytu.
 
Po obiedzie ponownie spotkaliśmy się w pełnym, polsko-węgierskim składzie w sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej. Przed nami były kolejne trzy autorskie warsztaty przygotowane specjalnie na potrzeby projektu. Tym razem ich wspólnym mianownikiem stał się czas oraz próba spojrzenia na siebie z kilku różnych perspektyw.
 
Rozpoczęliśmy od warsztatu „I am more than one thing”, który zachęcał uczestników do odejścia od prostych definicji. Powstające kompozycje nie miały jednego centrum ani jednej dominującej historii.
 
Składały się z wielu elementów współistniejących obok siebie, podobnie jak nasze doświadczenia, zainteresowania czy cechy charakteru. Dopiero po zakończeniu pracy twórczej pojawiała się prosta struktura językowa „I am…”, którą uczestnicy mogli wykorzystać kilkukrotnie, odnosząc ją do różnych fragmentów swojej kompozycji. Dzięki temu język po raz kolejny stawał się konsekwencją działania, a nie jego punktem wyjścia.
 
Kolejny warsztat, „I was / I am”, wprowadzał wymiar czasu. Tym razem każdy tworzył dwie odrębne prace - jedną odnoszącą się do przeszłości, drugą do teraźniejszości. Nie chodziło jednak o opowiadanie własnej historii czy ocenianie zmian, ale o spokojne zauważenie relacji pomiędzy tym, kim byliśmy kiedyś, a kim jesteśmy dzisiaj. Dopiero po zakończeniu części plastycznej uczestnicy sięgali po dwie proste struktury językowe: „I was…” oraz „I am…”, nadając swoim pracom krótkie, bardzo osobiste znaczenia.
 
Ostatni z warsztatów - „I will be” - naturalnie przeniósł nas w przyszłość. Nie był jednak ćwiczeniem z planowania ani wyznaczania celów. Przyszłość potraktowaliśmy jako przestrzeń pełną możliwości.
 
Powstające prace mogły pozostać niedokończone, otwarte i niejednoznaczne, podobnie jak to, co dopiero przed nami. Struktura „I will be…” nie miała definiować przyszłości, lecz jedynie delikatnie ją uchylać, pozostawiając miejsce dla wyobraźni i tego, co jeszcze może się wydarzyć.
 
Ten blok warsztatowy w wyjątkowy sposób przygotował uczestników do najważniejszego momentu całego popołudnia. Po raz pierwszy wspólnie zagraliśmy w „In Your Future I Can See” - drugą grę edukacyjną stworzoną w ramach projektu na podstawie prac wykonanych przez seniorów podczas marcowej mobilności w Budapeszcie. Była to gra zupełnie inna od poznanego wcześniej See&Say. Tym razem nie skupialiśmy się na pojedynczych słowach czy prostych strukturach językowych. Punktem wyjścia stał się storytelling, budowanie opowieści i wspólne poszukiwanie odpowiedzi. Pytania o przyszłość, wyobraźnię i możliwe scenariusze sprawiały, że każda rozgrywka przebiegała inaczej, a uczestnicy coraz śmielej budowali dłuższe wypowiedzi. Trudno było o lepsze zwieńczenie dnia w projekcie noszącym nazwę Future Tense - gra o przyszłości stała się jednocześnie dowodem na to, jak wiele udało się wspólnie wypracować przez ostatnie miesiące.
 
Po intensywnym popołudniu ponownie przenieśliśmy się do Parku im. Henryka Sienkiewicza, gdzie czekała na nas kolejna wspólna sesja Qi Gong. Po wielu godzinach zwiedzania, tworzenia i rozmów był to moment wyciszenia oraz świadomego zatrzymania się. Powolne ruchy, koncentracja na oddechu i uważność na własne ciało pozwoliły na chwilę złapać równowagę przed zakończeniem dnia.
 
Wieczorem spotkaliśmy się jeszcze przy wspólnej kolacji. Rozmowy nie kończyły się wraz z zakończeniem warsztatów - wracaliśmy do wydarzeń minionego dnia, komentowaliśmy kolejne rozgrywki i coraz częściej planowaliśmy już to, co czeka nas następnego dnia. Z każdym kolejnym spotkaniem coraz wyraźniej było widać, że projekt przestał być jedynie serią warsztatów. Stał się przestrzenią autentycznych relacji, które z każdym dniem stawały się coraz silniejsze.
 
C.D.N.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

29/06/2026

Drugi pełny dzień naszej mobilności rozpoczęliśmy od wyjazdu do Torunia, gdzie odwiedziliśmy interaktywną wystawę Baza Mars #17. Trudno o bardziej trafne miejsce dla projektu noszącego nazwę Future Tense. Przyszłość była tam obecna na każdym kroku - nie tylko w scenariuszu wystawy, ale przede wszystkim w sposobie, w jaki nasi seniorzy odnajdywali się w nowych sytuacjach.
 
Na uczestników czekała seria interaktywnych zadań wymagających współpracy, logicznego myślenia i komunikacji. Nie chodziło jedynie o wykonanie kolejnych poleceń, ale o wspólne dochodzenie do rozwiązań, wymianę pomysłów i podejmowanie decyzji. To właśnie tam mogliśmy po raz pierwszy tak wyraźnie zobaczyć efekty pracy wykonanej kilka miesięcy wcześniej podczas mobilności w Budapeszcie.
 
Jeszcze w marcu wielu uczestników z dużą nieśmiałością podchodziło do nowych technologii. Dziś korzystanie z nich stało się czymś całkowicie naturalnym. Seniorzy bez większych problemów sięgali po aplikacje tłumaczeniowe, wykorzystywali tłumaczenie głosowe, a bardzo dużą popularnością cieszył się również Google Lens, który pozwala błyskawicznie tłumaczyć tekst widoczny przez obiektyw telefonu. Co szczególnie cieszyło, nikt nie czekał już na pomoc edukatorów. Uczestnicy samodzielnie wyszukiwali potrzebne funkcje, pokazywali je sobie nawzajem, a nawet uczyli z ich korzystania osoby, które jeszcze nie zdążyły ich poznać. Technologia przestała być czymś obcym, a stała się narzędziem, które po prostu pomaga rozmawiać.
 
To był chyba jeden z tych momentów, w których najmocniej widać sens realizowanego projektu. Naszym celem nigdy nie było nauczenie seniorów języka angielskiego w tradycyjnym rozumieniu. Chcieliśmy pokazać, że współczesne narzędzia mogą skutecznie wspierać komunikację i dawać odwagę do nawiązywania kontaktów z ludźmi z innych krajów. W Toruniu mogliśmy przekonać się, że ten cel rzeczywiście zaczyna się realizować.
 
Po powrocie do Włocławka czekała na uczestników zupełnie inna część dnia. Tym razem świadomie odeszliśmy od warsztatów opartych na kolażu, wycinaniu i budowaniu kompozycji z gotowych elementów.
 
Przygotowaliśmy dwa specjalne warsztaty, które miały pozwolić uczestnikom na chwilę odpoczynku od dotychczasowej formuły pracy, a jednocześnie otworzyć zupełnie nowe możliwości twórczej komunikacji.
 
Pierwszym z nich była cyjanotypia - jedna z najstarszych technik fotograficznych, wykorzystująca światło słoneczne do tworzenia charakterystycznych błękitnych odbitek. Dla większości uczestników był to pierwszy kontakt z tą metodą. Sam proces wymagał cierpliwości. Po przygotowaniu kompozycji i ułożeniu roślin, przedmiotów czy negatywów należało poczekać, aż promienie słońca wykonają swoją pracę. Choć naturalnie dominowały kompozycje oparte na odbitkach liści i kwiatów, uczestnicy chętnie sięgali również po motywy związane z lokalnym folklorem. Na wielu pracach pojawiły się między innymi elementy inspirowane polską wycinanką łowicką, które w ciekawy sposób łączyły tradycję z historyczną techniką fotograficzną, tworząc bardzo oryginalne i niepowtarzalne kompozycje.
 
To właśnie ten czas oczekiwania okazał się jednym z najpiękniejszych momentów całego dnia.
 
Zamiast siedzieć w ciszy i obserwować naświetlane prace, uczestnicy po prostu zaczęli ze sobą rozmawiać.
 
W oknach i na parkingu biblioteki, w promieniach czerwcowego słońca, tworzyły się małe, międzynarodowe grupki. Co chwilę można było usłyszeć inne języki. Rozmowy toczyły się po polsku, węgiersku i angielsku, ale równie często pojawiały się pojedyncze zdania po niemiecku, rosyjsku, czesku czy serbsku. Każdy dokładał do tej wspólnej mozaiki to, co potrafił. Jedni znali kilka słów po angielsku, inni przypomnieli sobie język rosyjski ze szkoły, jeszcze inni odkryli, że pojedyncze niemieckie zwroty również potrafią okazać się pomocne.
 
Nie miało znaczenia, czy zdanie było gramatycznie poprawne. Najważniejsza była chęć porozumienia się.
 
Co ciekawe, podczas rozmów wielu seniorów przyznawało, że wciąż łatwiej komunikuje im się przez komputer lub telefon, gdzie tekst można jednym kliknięciem przetłumaczyć na wybrany język. Jednocześnie wszyscy zgodnie podkreślali, że bezpośrednia rozmowa daje znacznie więcej radości. Nawet jeśli trzeba wspierać się gestami, mimiką, pojedynczymi słowami czy telefonem, kontakt twarzą w twarz pozostaje czymś zupełnie wyjątkowym. Właśnie takie chwile pokazują, że język nie zawsze jest najważniejszy. Czasem wystarczy ciekawość drugiego człowieka i odrobina odwagi.
 
Drugie popołudniowe warsztaty - tu najpierw liczyły się intuicja, emocje i obraz. Uczestnicy otrzymali trzy sztywne kartki oraz,,, zwykłe białe świece. Ich zadaniem było narysowanie nimi kompozycji lub ukrytej wiadomości. Powstające rysunki pozostawały całkowicie niewidoczne - wyglądało to tak, jakby kartki wciąż były puste. Dopiero w kolejnym etapie seniorzy pokrywali je rozcieńczonymi farbami. Wtedy, niemal jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, spod warstwy koloru zaczynały wyłaniać się ukryte linie, symbole i wiadomości. Za każdym razem towarzyszyło temu zaskoczenie, uśmiechy i autentyczna ciekawość, czy efekt okaże się dokładnie taki, jak planował autor.
 
Pierwsza praca pozostawała wyłącznie dla jej twórcy i miała charakter intuicyjnego rysunku - osobistego zapisu emocji, skojarzeń lub wyobrażeń. Dwie kolejne kartki stawały się sekretnymi wiadomościami. Jedna trafiała do osoby z tej samej grupy narodowej, druga do uczestnika z kraju partnerskiego.
 
Prace pozostawały anonimowe. Najpierw następowała ich wymiana, później wspólne odkrywanie ukrytych rysunków jak i znaczenia przekazu. Dopiero po tych pierwszych reakcjach pojawiały się rozmowy i słowa.
 
Taka odwrócona kolejność okazała się niezwykle ciekawym doświadczeniem - obraz stawał się początkiem komunikacji, a język jedynie narzędziem pomagającym dopowiedzieć to, czego nie dało się wyrazić linią czy symbolem.
 
Było przy tym mnóstwo śmiechu, kiedy uczestnicy próbowali rozszyfrować ukryte wiadomości, ale nie zabrakło również wzruszających momentów. Kilka prostych znaków potrafiło opowiedzieć historię, wywołać wspomnienie lub przekazać życzliwość drugiej osobie. Po raz kolejny przekonaliśmy się, że sztuka naprawdę może stać się uniwersalnym językiem, który często mówi więcej niż słowa.
 
W przerwach między warsztatami kontynuowaliśmy również rozgrywki z wykorzystaniem gry See&Say, stworzonej na bazie prac polskich i węgierskich seniorów. Z każdą kolejną partią coraz wyraźniej było widać, że uczestnicy coraz swobodniej posługują się poznanym słownictwem, a gra staje się przede wszystkim pretekstem do rozmowy i wspólnego spędzania czasu.
 
Na zakończenie dnia spotkaliśmy się jeszcze na wspólnej sesji Qi Gong w Parku Sienkiewicza. Po intensywnym dniu pełnym nowych doświadczeń był to moment wyciszenia, skupienia na oddechu i własnym ciele. Wieczorem usiedliśmy jeszcze razem do kolacji, a rozmowy bardzo szybko zeszły na pytanie, co przyniesie kolejny dzień mobilności. Patrząc na atmosferę panującą w grupie, mieliśmy poczucie, że z każdym dniem bariery stają się coraz mniejsze, a uczestnicy coraz śmielej budują relacje, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej wydawały się niemożliwe.
 
C.D.N.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

28/06/2026

Poznajcie osoby uczestniczące mobilności „Środkowoeuropejska Mozaika”. Za kilka godzin ruszamy!
 
Przed nami osiemnaście dni podróży, dziesiątki pociągów, kilka autobusów i tysiące kilometrów, które pokonamy wyłącznie transportem publicznym. Bez samolotów. Powoli. Tak, by droga była równie ważna jak cel.
 
Na trasie naszej mobilności znajdą się między innymi Praga, Linz, Ebensee, Werona, Wenecja, Triest, Lublana, Zagrzeb, Wiedeń i Budapeszt. Każde z tych miast ma własny rytm, historię i charakter. Pomiędzy nimi czekają nas jednak także dziesiątki mniejszych miejscowości, dworców, przesiadek i nieplanowanych przystanków. I to właśnie one często zostają w pamięci najdłużej.
 
Zanim pociąg odjedzie z peronu, poznajcie osoby, które już za kilka godzin wyruszą w drogę. To właśnie oni stworzą „Środkowoeuropejską Mozaikę”.
 
DiscoverEU to dla nas nie wyścig po europejskich atrakcjach. To nauka samodzielności, odpowiedzialności i współpracy. To rozmowy prowadzone w wagonach, planowanie kolejnych połączeń, odnajdywanie się w nieznanych miastach i przekonywanie się, że Europa jest bliżej, niż często nam się wydaje.
 
W najbliższych tygodniach zabierzemy Was ze sobą. Do zobaczenia na szlaku!
 
Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

28/06/2026

Ostatni tydzień był dla nas absolutnie wyjątkowy
 
Za nami międzynarodowa mobilność realizowana w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend”. Przez ostatnie dni Włocławek stał się miejscem spotkania 15 seniorów z Budapesztu i Csobánki oraz 15 seniorów z Polski, którym towarzyszyło łącznie ośmioro edukatorów z Fundacji Lateral Thinking i FolkFest Kulturális Egyesület. Program obejmował intensywny tydzień warsztatów, działań artystycznych, językowych i integracyjnych, przygotowanych z myślą o rozwijaniu kompetencji komunikacyjnych, twórczych i społecznych uczestników.
 
Musimy przyznać, że,,, z tego powodu było tu ostatnio trochę ciszej.
 
Przez ostatnie dni nasz zespół pracował praktycznie 24 godziny na dobę. Kiedy kończyły się warsztaty, zaczynały się przygotowania do kolejnego dnia. Trzeba było dopracować materiały, sprawdzić logistykę, przygotować przestrzenie, zadbać o transport, kontakt z partnerami, dokumentację, a przede wszystkim o to, aby każdego dnia nasi seniorzy budzili się z ciekawością i kończyli dzień z poczuciem, że wydarzyło się coś naprawdę wartościowego!
 
To właśnie dlatego nie publikowaliśmy codziennych relacji. Nie chcieliśmy wybierać pomiędzy obecnością w mediach społecznościowych a pełnym zaangażowaniem w pracę z uczestnikami. Wybraliśmy to drugie, ale teraz nadrabiamy!
 
Przez najbliższe dni zaprosimy Was do wspólnego przeżycia tej mobilności dzień po dniu. Pokażemy nie tylko miejsca, które odwiedziliśmy, ale przede wszystkim ludzi, emocje, rozmowy i proces, który wydarzał się pomiędzy nimi.
 
 
W minioną niedzielę, późnym wieczorem, po całodziennej podróży pociągami z Węgier do Włocławka dotarła grupa naszych przyjaciół - 15 seniorów z Budapesztu i Csobánki wraz z czworgiem edukatorów. Zmęczenie mieszało się z radością. Były pierwsze uściski dłoni, serdeczne powitania i świadomość, że przed nami pięć niezwykle intensywnych dni wspólnej pracy.
 
Poniedziałek rozpoczęliśmy od wspólnego śniadania. Potem ruszyliśmy na spacer po Włocławku - przez Park im. Henryka Sienkiewicza, Bulwary Wiślane i starą część miasta. Nie był to zwykły spacer. Było to pierwsze spotkanie z miastem poprzez obserwację, rozmowę i uważność. Chcieliśmy, by nasi goście mogli poczuć rytm miejsca, w którym przez najbliższy tydzień będą mieszkać, uczyć się i tworzyć.
 
Pierwszym ważnym przystankiem była Galeria Sztuki Współczesnej we Włocławku, która w tym roku świętuje jubileusz 50-lecia. Serdecznie dziękujemy całemu zespołowi Galerii za niezwykle ciepłe przyjęcie, oprowadzenie po wystawie oraz przygotowanie świetnych warsztatów monotypii.
 
Podczas zwiedzania rozmawialiśmy o różnych postawach artystycznych i sposobach interpretowania dzieł sztuki. Jednym z punktów odniesienia była również twórczość Tibora Csorby, która stała się pretekstem do rozmowy o rytmie, przestrzeni i emocjach zapisanych w obrazie. Takie spotkania przypominają, że sztuka nie daje jednej właściwej odpowiedzi - zachęca do uważnego patrzenia, zadawania pytań i budowania własnych interpretacji.
 
Po zakończeniu wizyty w Galerii pozwoliliśmy sobie na chwilę oddechu i,,, wyskoczyliśmy na najlepszą kawę we Włocławku. Naszym przystankiem była kawiarnia Fusy, która - jak zawsze - nie zawiodła. To był moment na spokojne rozmowy, pierwsze wrażenia po warsztatach i chwilę odpoczynku przed kolejnym blokiem zajęć. Bo choć projekt jest bardzo intensywny, wierzymy, że równie ważne jak warsztaty są te nieplanowane rozmowy przy filiżance dobrej kawy. To właśnie wtedy często rodzą się najciekawsze pomysły i najtrwalsze relacje.
 
Po obiedzie otworzyliśmy drzwi naszej warsztatowej przestrzeni - sali konferencyjnej Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Zdzisława Arentowicza we Włocławku. To właśnie tam przez kolejne dni rodziły się rozmowy, pomysły, nowe słowa i wspólne doświadczenia.
 
Tego popołudnia przy jednym stole ponownie usiadło 15 seniorów z Polski i 15 seniorów z Węgier. Były uściski, szczere uśmiechy i radość z ponownego spotkania. Kilka miesięcy wcześniej poznali się podczas mobilności w Budapeszcie, a teraz mogli kontynuować rozmowy rozpoczęte wtedy i zobaczyć się ponownie już nie jako nieznajomi uczestnicy projektu, ale osoby, które zdążyły się poznać i wzajemnie polubić.
 
To chyba najpiękniejszy dowód na to, że ten projekt od dawna przestał być tylko projektem. Stał się relacją!
Po krótkiej rozgrzewce językowej z wykorzystaniem platformy Kahoot!, która pozwoliła przypomnieć sobie słownictwo poznane podczas marcowej mobilności w Budapeszcie, przeszliśmy do realizacji Warsztatów 8 i 9. Były one naturalną kontynuacją procesu edukacyjnego rozpoczętego na Węgrzech - nie zaczynaliśmy od zera, lecz rozwijaliśmy kompetencje, nad którymi uczestnicy pracowali już wcześniej.
 
Pierwszy z warsztatów koncentrował się na przechodzeniu od obserwacji do świadomej komunikacji. Wykorzystując proste struktury językowe, uczestnicy opisywali swoje skojarzenia, wspomnienia i wybory, ucząc się, że nawet niewielki zasób słownictwa pozwala prowadzić wartościową rozmowę. Drugi warsztat rozwijał tę ideę zachęcając seniorów do zadawania pytań, aktywnego słuchania i budowania prostych wypowiedzi opartych na obrazach oraz osobistych doświadczeniach.
 
Najważniejsze było jednak to, że język nie był celem samym w sobie. Był narzędziem do poznawania drugiego człowieka. Uczestnicy coraz odważniej podejmowali próby komunikacji, pomagali sobie nawzajem, uzupełniali wypowiedzi i przekonywali się, że w międzynarodowej grupie liczy się przede wszystkim chęć porozumienia, a nie perfekcyjna znajomość angielskiego.
 
A później wydarzyło się coś, na co wszyscy czekaliśmy od wielu miesięcy...
 
Po raz pierwszy podczas międzynarodowej mobilności uczestnicy rozpoczęli pracę z grą „See&Say”!
 
To był niezwykły moment. Ta gra nie powstała w wydawnictwie. Nie została kupiona z gotowego katalogu pomocy edukacyjnych. Powstała na bazie prac naszych seniorów. Z ich rysunków, pomysłów, obserwacji i kreatywności. Przez wiele miesięcy wspólnie ją projektowaliśmy, testowaliśmy, poprawialiśmy i dopracowywaliśmy każdy szczegół.
 
Teraz wróciła do swoich współautorów.
 
Patrzyliśmy na twarze uczestników, gdy po raz pierwszy trzymali gotową grę w dłoniach. Widzieliśmy zaskoczenie i autentyczną ekscytację. Trudno opisać uczucie, kiedy narzędzie edukacyjne przestaje być tylko zestawem kart, a staje się dowodem na to, że wspólna praca naprawdę ma sens.
 
Następnie przenieśliśmy się do Parku im. Henryka Sienkiewicza na kolejne zajęcia Qi Gong. Po wielu godzinach pełnych wrażeń był to doskonały moment, by zwolnić tempo, złapać oddech i zrobić coś zarówno dla ciała, jak i dla ducha.
 
Na zakończenie dnia usiedliśmy jeszcze razem przy wspólnej kolacji. Po wielu godzinach warsztatów, spacerów, rozmów i pierwszych wspólnych doświadczeń był to czas na spokojne podsumowanie dnia, wymianę wrażeń i zwykłe bycie razem. Tego wieczoru było już widać, że bariery językowe zaczynają powoli ustępować miejsca uśmiechom, gestom i coraz odważniejszym próbom komunikacji.
 
Tak zakończył się pierwszy pełny dzień naszej mobilności. Dzień pełen spotkań, sztuki, rozmów i emocji, który pokazał, że najlepszym sposobem na naukę języka jest po prostu drugi człowiek. A jeśli pierwszy dzień wyglądał właśnie tak,,, to możecie sobie wyobrazić, co wydarzyło się później.
 
C.D.N.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

20/06/2026

Ostatnio publikujemy tu trochę mniej, ale to wcale nie znaczy, że mniej się u nas dzieje. Wręcz przeciwnie - ostatnie tygodnie były wyjątkowo intensywne.

 

Za nami kolejny etap projektu Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend. Tym razem skupiliśmy się na przygotowaniu dwóch gier edukacyjnych tworzonych wspólnie z polskimi i węgierskimi seniorami. Najpierw zdigitalizowaliśmy ich prace, następnie opracowaliśmy je graficznie, a na końcu wydrukowaliśmy nasze autorskie zestawy: „In Your Future I Can See…” oraz „See&Say”.
 
I wyszły naprawdę pięknie!
 
Na etapie pisania wniosku zakładaliśmy wydruk po 50 egzemplarzy każdej gry. Ostatecznie udało nam się przygotować po 100 kompletów, dzięki czemu własne egzemplarze otrzymają również współautorzy - nasi seniorzy! Bardzo nam zależało, żeby efekty ich pracy nie trafiły wyłącznie do instytucji i organizacji, ale również do nich samych.
 
Nie byłoby to możliwe bez ogromnej ilości pracy wykonanej własnymi siłami. Proces cięcia, kompletowania i składania zestawów wzięliśmy na siebie. I tak całymi dniami - jak śpiewa Fever Ray - cut, cut, cut - rytmicznie pracowaliśmy przy gilotynach. W sumie pocięliśmy około 3700 arkuszy, z których powstało ponad 40 000 małych kart i fiszek.
 
Na początku czerwca gościliśmy również przedstawicieli FRSE podczas wizyty monitorującej projekt. Była to dobra okazja, by podsumować dotychczasowe działania, spojrzeć na drogę, którą już przeszliśmy, i wspólnie wyznaczyć kolejne tory dla projektu.
 
W tym samym czasie w Csobánce edukatorzy FolkFest prowadzili działania przygotowawcze dla grupy węgierskich seniorów. Oprócz kwestii formalnych uczestnicy rozpoczęli pracę ze szkicownikami refleksyjnymi, czy kartami pracy podczas wizyty w Csobánkai Helytörténeti Gyűjtemény.
 
A teraz najważniejsze - już jutro rano węgierscy seniorzy i edukatorzy wsiadają do pociągu, by wieczorem spotkać się we Włocławku. Od poniedziałku rozpoczynamy intensywne działania w polsko-węgierskiej grupie pen-friendów!
 
Przed nami tydzień pełen rozmów, wspólnych doświadczeń, twórczych działań i budowania relacji, które, mamy nadzieję, zostaną z uczestnikami na długo po zakończeniu projektu.
 
Projekt „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

10/06/2026

Za nami dwa bardzo intensywne dni działań przygotowawczych do dwóch nadchodzących mobilności realizowanych w ramach programu Erasmus+.
 
Przez ostatnie dni wspólnie planowaliśmy trasy, zastanawialiśmy się, jak najlepiej wykorzystać czas podczas wyjazdów, rozmawialiśmy o bezpieczeństwie, pierwszej pomocy, sytuacjach kryzysowych, różnicach kulturowych i o tym, jak podróżować mądrze, odpowiedzialnie i ekologicznie.
 
Był też czas na poznawanie możliwości programu Erasmus+, rozmowy o edukacji pozaformalnej i nauce przez doświadczenie, ćwiczenie praktycznego wykorzystania narzędzi cyfrowych w podróży oraz pierwsze językowe rozgrzewki. Nie chodziło przy tym o perfekcyjną znajomość angielskiego, ale o przełamanie bariery i nabranie odwagi do komunikacji, nawet wtedy, gdy brakuje słów.
 
Dużo miejsca poświęciliśmy również refleksji. Rozmawialiśmy o tym, czego uczestnicy oczekują od mobilności, czego chcieliby się nauczyć, jakie mają obawy i co sprawia, że zdecydowali się wyruszyć w drogę.
 
To oczywiście dopiero początek. Przed nami jeszcze podpisanie umów wyjazdowych, omówienie ostatnich szczegółów organizacyjnych i dopięcie wszystkiego na ostatni guzik. Jedno jest jednak pewne - energia i entuzjazm są ogromne, a najbliższe mobilności zapowiadają się naprawdę wyjątkowo.
 
A skoro już o mobilnościach mowa...
 
Choć projekt „In'n'Out” oficjalnie rozpoczyna się dopiero 31 sierpnia, już teraz wspólnie z młodzieżą planujemy trasy i logistyczne szczegóły mobilności. Działania przygotowawcze odbędą się na początku projektu, ale chcemy dobrze wykorzystać czas i wejść w niego z energią, tak aby pierwsza mobilność mogła wystartować jeszcze we wrześniu.
 
Przed nami dwa projekty, kilka międzynarodowych grup, dziesiątki nowych znajomości, setki kilometrów koleją i niezliczona liczba historii, które dopiero czekają, żeby się wydarzyć.
 
Nie możemy się doczekać!
 
Projekty „Dwa szlaki, jedna Europa – DiscoverEU bez granic” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372 oraz „In'n'Out” o numerze 2025-2-PL01-KA155-YOU-000373136 są dofinansowane przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 – Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) Programu Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

07/06/2026

Na platformie EPALE ukazał się nasz nowy artykuł:
„Słowa nie są początkiem. Komunikacja zaczyna się wcześniej niż język”
 
Pisaliśmy w nim o doświadczeniach z projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” i o tym, dlaczego w pracy z osobami w wieku senioralnym często ważniejsze od słówek i gramatyki okazuje się stworzenie przestrzeni do spotkania, działania i budowania relacji. Artykuł opowiada o komunikacji, która zaczyna się od ciekawości, wspólnego doświadczenia i odwagi do bycia razem, jeszcze zanim pojawią się odpowiednie słowa.
 
Choć na naszych profilach ostatnio jest nieco ciszej, w projekcie dzieje się naprawdę dużo. Za kulisami kończymy kolejny ważny etap działań i już wkrótce podzielimy się z Wami efektami pracy, która przez ostatnie tygodnie pochłaniała nas niemal całkowicie.
 
Tymczasem zapraszamy do lektury i refleksji nad tym, czy rzeczywiście język zawsze jest początkiem komunikacji.
 
Projekt „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 jest dofinansowany przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+. Wyrażone poglądy i opinie są wyłącznie poglądami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani FRSE nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

26/04/2026

Kończymy bardzo intensywny tydzień pracy w projekcie „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend”.
 
W minioną niedzielę, późnym wieczorem, po długiej podróży pociągiem - zgodnie z naszym podejściem do wyboru bardziej zrównoważonych form transportu - do Włocławka dotarli z Budapesztu edukatorzy FolkFest. Spotkanie to było kolejnym ważnym etapem wspólnej pracy nad rozwijaniem projektu.
 
Przez trzy dni pracowaliśmy razem, koncentrując się na kluczowych elementach procesu. Najważniejszym z nich była praca nad podręcznikiem metodologicznym, którego treść na tym etapie jest już praktycznie gotowa. Do uzupełnienia pozostaje rozdział podsumowujący, którego ostateczny kształt będzie możliwy dopiero po przeprowadzeniu końcowej ewaluacji, zaplanowanej po nadchodzącej mobilności seniorów.
 
Równolegle rozwijaliśmy materiały edukacyjne. Wybrane zostały prace uczestników, które staną się podstawą gier edukacyjnych. Opracowaliśmy ich strukturę, przygotowaliśmy instrukcje oraz ustaliliśmy spójny schemat wizualny. Najbliższe tygodnie będą czasem pracy graficzno-wydawniczej, tak aby zestawy kart były gotowe na czerwcową mobilność.
 
Istotną częścią spotkania były również działania związane z przygotowaniem kolejnego etapu projektu. Szczegółowo opracowany został program mobilności we Włocławku - zarówno w zakresie treści merytorycznych, jak i organizacji pobytu, w tym kwestii zakwaterowania i wyżywienia. Równolegle zaplanowane zostały działania przygotowawcze dla uczestników.
 
Ważnym elementem procesu była ewaluacja dotychczasowych działań, w szczególności mobilności w Budapeszcie. Analizowaliśmy zebrane materiały, identyfikowaliśmy kluczowe momenty procesu oraz obszary wymagające dopracowania, przekładając te wnioski na konkretne decyzje dotyczące dalszych działań.
 
W ramach pracy odwiedziliśmy także lokalne instytucje kultury, m.in. Centrum Kultury Browar B, analizując ich potencjał jako przestrzeni realizacji aktywności edukacyjnych.
 
W czwartek wieczorem, po krótkim pobycie w Warszawie, edukatorzy z Węgier wrócili do Budapesztu. Dla nas był to moment przejścia do kolejnego etapu pracy - uporządkowania efektów spotkania i przygotowania dalszych działań projektowych.
 
Proces rozwija się konsekwentnie, a kolejne elementy zaczynają układać się w spójną całość.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

02/04/2026

Już za chwilę rozpocznie się kolejna edycja DiscoverEU! Nabór startuje 8 kwietnia i potrwa dwa tygodnie.

 

To inicjatywa skierowana do osób w wieku 18 lat, która daje możliwość podróżowania po Europie i zdobywania doświadczeń związanych z mobilnością, kulturą i spotkaniami. Szczegóły oraz zgłoszenia: https://youth.europa.eu/discovereu_pl

 

Równolegle chcemy podzielić się informacją o naszych kolejnych działaniach. Fundacja Lateral Thinking otrzymała dofinansowanie Unii Europejskiej na realizację dwóch nowych projektów w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU programu Erasmus+ Młodzież. Są to projekty „In’n’Out” (2025-2-PL01-KA155-YOU-000373136) oraz „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic” (2025-2-PL01-KA155-YOU-000373372).

 

Projekt „In’n’Out” koncentruje się na doświadczeniu podróży jako procesu, który pozwala zobaczyć Europę w różnych kontekstach - społecznych, kulturowych i przestrzennych. Kluczowe jest tu nie tylko przemieszczanie się, ale sposób przeżywania i interpretowania tego, co się wydarza.

 

Projekt „Dwa szlaki, jedna Europa - DiscoverEU bez granic” opiera się na dwóch równoległych trasach mobilności, zaprojektowanych z myślą o różnych potrzebach uczestników. Pozwala to na bardziej indywidualne doświadczenie podróży oraz lepsze dopasowanie jej dynamiki do grupy.

 

W obu projektach mobilność traktowana jest jako narzędzie edukacyjne. Istotne jest doświadczenie, współtworzenie działań oraz refleksja, która towarzyszy podróży.

 

Niebawem ruszamy z realizacją. Bądźcie z nami!

25/03/2026

Spieszymy do Was z relacją z ostatnich dni naszej mobilności w Budapeszcie!
 
To były dni, w których wszystko zaczęło się domykać - powoli, naturalnie, bez pośpiechu. Proces, który rozpoczął się od niepewności i pierwszych, bardzo prostych słów, zaczął układać się w coś znacznie bardziej złożonego: w doświadczenie bycia razem, w którym język przestaje być barierą, a staje się jednym z wielu sposobów kontaktu.
 
Czwartek rozpoczęliśmy wyjazdem do Szentendre - miejsca, które od pierwszych chwil zmienia sposób patrzenia. Mniejsze, spokojniejsze, jakby wyjęte z innego tempa niż Budapeszt. To miasto sztuki, od lat zamieszkiwane przez artystów, przesiąknięte twórczością, galeriami i obecnością ludzi, którzy patrzą na świat inaczej. Wąskie uliczki, nieregularne linie zabudowy, rytm przestrzeni, który nie narzuca się, ale zaprasza do uważności.
 
Tam pracowaliśmy w plenerze. Bez pośpiechu. Patrząc, zatrzymując się, wybierając fragmenty rzeczywistości, które „coś robią” - linią, układem, relacją między elementami. Nie chodziło o rysowanie tego, co widać, ale o uchwycenie tego, co się czuje w patrzeniu. O zauważenie przestrzeni pomiędzy. O zobaczenie, że linia może być nie tylko formą, ale decyzją.
 
Po południu przenieśliśmy się do Csobánki – i tam proces wszedł w zupełnie inny wymiar. Z przestrzeni zewnętrznej wróciliśmy do tego, co wewnętrzne. Warsztaty This is me today i I feel… nie wymagały opowieści, nie wymagały tłumaczeń. Wystarczało jedno zdanie. Czasem jedno słowo - This is me today, I feel calm, I feel tired.
 
To były komunikaty proste, ale prawdziwe. Pojawiały się obok działania - w wyborze materiału, w decyzji o formie, w sposobie ułożenia elementów. Emocja przestawała być czymś, co trzeba nazwać dokładnie - stawała się czymś, co można zobaczyć. W strukturze, w ciężarze, w pustce, w warstwie. I znów - nie chodziło o efekt. Chodziło o bycie w procesie.
 
Wieczór w Csobánce był czymś więcej niż „programem”. Był spotkaniem. Takim, które nie potrzebuje scenariusza. Węgierscy seniorzy przygotowali dla nas jedzenie - proste, domowe, prawdziwe. Była muzyka na żywo, taniec, śmiech, próby nadążenia za krokami i momenty, w których nikt już nie zastanawiał się, czy robi coś dobrze.
 
Do tego spotkanie z burmistrzem i wiceburmistrzem miejscowości - obecność, która pokazała, że to, co robimy, ma znaczenie nie tylko dla nas, ale też dla miejsca, w którym się dzieje. To był wieczór relacji.
 
Piątek przyniósł zupełnie inną energię - więcej ruchu, więcej samodzielności, więcej decyzji. Rozpoczęliśmy od gry miejskiej, w której uczestnicy - podzieleni na trzy zespoły - wyruszyli w miasto. Bez prowadzenia za rękę. Z zadaniami, ale bez gotowych odpowiedzi. Z aplikacjami, transportem publicznym - i koniecznością współpracy.
 
To był moment bardzo ważny. Bo to, co wcześniej było ćwiczone w bezpiecznej przestrzeni, nagle stało się realne. Trzeba było się odnaleźć. Zapytać. Sprawdzić. Zdecydować. Zaufać sobie nawzajem. I to zadziałało. Budapeszt przestał być „obcym miastem”. Stał się przestrzenią, w której można się poruszać, być, działać.
 
Kolejno wróciliśmy do pracy z kulturą - w Muzeum Etnograficznym. Tam przedmiot przestawał być tylko eksponatem. Stawał się historią. Śladem. Punktem wyjścia do opowieści. Uczestnicy szukali znaczeń w tym, co zwyczajne - ucząc się widzieć więcej niż tylko formę.
 
A potem - ostatni etap pracy warsztatowej. Near / Far. Blisko. Daleko. Razem. Osobno. Relacja jako przestrzeń. Odległość jako znaczenie. Równolegle powstawały karty do gry storytellingowej - element projektu, który łączy wszystko, co wydarzyło się wcześniej: obraz, słowo, skojarzenie, doświadczenie. I w tym wszystkim pojawił się jeszcze jeden element - muzyka.
 
Ákos Fekecs, grając na handpanie, stworzył tło, które nie było dodatkiem, ale częścią procesu. Dźwięk porządkował rytm pracy, wprowadzał skupienie, pozwalał wejść głębiej w działanie. To był moment bardzo szczególny - kiedy wszystko zaczęło się układać w jedną całość.
 
Wieczorem spotkaliśmy się po raz ostatni w tym składzie - podczas spotkania z węgierską muzyką ludową. Był to czas wspólnego bycia przy dźwiękach tradycyjnych melodii, ale też nauki prostych, podstawowych kroków tańców ludowych. Ruch, rytm i powtarzalność gestów tworzyły przestrzeń, w której każdy mógł wejść na swój sposób - bez presji, z ciekawością i uśmiechem.
 
Muzyka. Taniec. Śmiech. Ale już inne niż na początku. Bardziej osadzone. Bardziej spokojne. Bardziej „nasze”. I w tym wszystkim – gesty.
 
Najpierw pojawiła się niespodzianka ze strony węgierskich seniorów - tort urodzinowy przygotowany dla edukatora z naszej fundacji. Niespodziewany, ciepły, bardzo ludzki gest, który na moment zatrzymał wszystko i przypomniał, że to, co najważniejsze w tym projekcie, dzieje się właśnie tu - w uważności na drugiego człowieka. Chwilę później polscy seniorzy przekazali węgierskim seniorom wianki - proste formy, które stały się symbolem tego, co wydarzyło się między nami. Nie jako prezent. Jako znak relacji. To były chwile, których nie da się zaplanować. I właśnie dlatego zostają najdłużej.
 
Sobota była dniem powrotu. Długim. Cichszym. Trochę zmęczonym. Od rana do wieczora w pociągach - najpierw do Warszawy, potem do Włocławka. Za oknem zmieniające się krajobrazy, a w środku coś, co już się nie zmienia. Bo to, co się wydarzyło, nie kończy się razem z podróżą. Zaczęło się od jednego zdania. Czasem jednego słowa. A skończyło się czymś, czego nie trzeba już tłumaczyć.
 
Zostaliśmy z czymś bardzo konkretnym - kontaktami do siebie, rozmowami przeniesionymi na WhatsAppa, Messengera, wspólną grupą na Facebooku. Relacje nie zostały w Budapeszcie - pojechały z nami dalej. I już teraz, z pewną tęsknotą, ale i radością, patrzymy w stronę kolejnego spotkania - w czerwcu, tym razem we Włocławku.
 
A my, jako edukatorzy, wracamy do pracy szybciej - widzimy się ponownie za mniej niż miesiąc, by przygotować kolejne etapy projektu i zadbać o to, żeby to, co się zaczęło, mogło rozwijać się dalej - świadomie, uważnie i wspólnie.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

23/03/2026

Mobilność seniorów w Budapeszcie dobiegła końca i już w sobotę, późnym wieczorem, byliśmy z powrotem w swoich domach.
 
To był czas intensywny, gęsty, wypełniony działaniem od rana do wieczora. Tak bardzo, że nie udało się nam na bieżąco dzielić relacją. Dlatego wracamy do Was teraz - spokojniej, krok po kroku. Dziś opowiadamy o wtorku i środzie, a jutro - kolejne dni tej wspólnej drogi.
 
Wtorek był dniem patrzenia - uważnego, spokojnego, bez potrzeby natychmiastowego rozumienia. Poranek spędziliśmy w Węgierskim Muzeum Narodowym, gdzie pracowaliśmy z ekspozycją poprzez specjalnie przygotowane karty pracy. Nie chodziło o zwiedzanie w klasycznym sensie, lecz o zatrzymanie się przy wybranych obiektach, przyjrzenie się im jako nośnikom historii, formy i znaczenia.
 
Uczestnicy zaczęli używać prostych struktur językowych - I see… - które pozwalały nazwać to, co widzialne, bez interpretacji i bez presji poprawności. Linia, przestrzeń, układ, relacja - język pojawiał się tam, gdzie był potrzebny, jako naturalne przedłużenie patrzenia.
 
Budapeszt towarzyszył nam także pomiędzy punktami programu - w przejściach, w fragmentach, w rytmie miasta. To, co widzieliśmy w muzeum, zaczynało mieć swoje odbicie w przestrzeni wokół nas.
 
Popołudnie przyniosło dalszy ciąg pracy warsztatowej. Najpierw skupiliśmy się na relacji między linią a przestrzenią - budowaniu kompozycji z ograniczonych środków, przesuwaniu, sprawdzaniu, zostawianiu pustki jako świadomego elementu. Potem pojawiła się skala - duże i małe, bliskie i dalekie - jako sposób budowania znaczenia. Proste zdania zaczęły nabierać ciężaru: I see many lines, big is important, small is quiet.
 
To był moment, w którym obserwacja zaczęła przechodzić w narrację - jeszcze bardzo oszczędną, ale już wyraźnie obecną.
 
Wieczorem wyszliśmy do miasta na koncert muzyki bluesowej - Sonny - Horváth Misi - Crazy Benny w lokalu w centrum miasta. Kameralna przestrzeń, bez dystansu, z muzyką graną blisko ludzi. To było spotkanie z kulturą, które nie potrzebowało tłumaczenia - wystarczyła obecność, słuchanie, bycie razem.
 
Środa zaczęła się inaczej - bardziej rozproszonym rytmem, bardziej w ruchu. Część grupy rozpoczęła dzień wcześnie, udając się do Széchenyi Fürdő, a później spotkaliśmy się w parku Városliget. Spacer przez park, w stronę zamku Vajdahunyad, dalej w okolice Domu Muzyki Węgierskiej - przestrzeń miasta stała się naturalnym polem obserwacji. Linie, odległości, relacje między elementami - to, co wcześniej pojawiało się w pracy warsztatowej, zaczęło być widoczne w rzeczywistości.
 
Następnie udaliśmy się do Műcsarnok, gdzie ponownie pracowaliśmy z ekspozycją. Tym razem już z większą swobodą. Struktura I see… nie była już zadaniem – stała się sposobem patrzenia.
 
Trafiliśmy na wystawę sztuki współczesnej, która operowała wielością elementów, powtarzalnością i nawarstwianiem form. Kompozycje budowane były z fragmentów, które układały się w większe całości - czasem rytmiczne, niemal systemowe, a jednocześnie każdorazowo inne, niepowtarzalne. To, co powtarzalne, nie było identyczne. To, co złożone, nie było chaotyczne.
 
Uczestnicy mogli obserwować, jak forma rozwija się poprzez relację - między elementami, między warstwami, między tym, co widoczne, a tym, co zostaje tylko zasugerowane. Linie, rytmy, powtórzenia i przerwy zaczęły układać się w czytelne struktury, które można było nazwać, wskazać, zobaczyć.
 
To było doświadczenie, które bardzo naturalnie łączyło się z wcześniejszą pracą warsztatową. To, co wcześniej pojawiało się w działaniach - linia, przestrzeń, skala, relacja - tutaj funkcjonowało w pełnej, rozwiniętej formie. Dzięki temu uczestnicy nie tylko oglądali wystawę, ale wchodzili z nią w dialog - rozpoznając mechanizmy, które wcześniej sami uruchamiali w swojej pracy. Patrzenie przestało być bierne. Stało się świadome.
 
Popołudnie rozpoczęliśmy od wspólnej sesji Qi Gongu na świeżym powietrzu. W przestrzeni ogrodu, wśród zieleni i otwartego nieba, ruch i oddech nabrały innego znaczenia. To był moment wyciszenia i powrotu do ciała - spokojnego wejścia w drugą część dnia. Rytm ćwiczeń porządkował uwagę, pozwalał zatrzymać się po intensywnym poranku i na nowo złapać wspólny puls grupy.
 
Z tego stanu płynnie przeszliśmy do pracy z językiem.
 
Kolejnym krokiem była dłuższa sesja Kahoot, która stała się formą podsumowania i utrwalenia dotychczasowej pracy. Pojawiły się słowa poznane w poprzednich dniach - rozpoznawane przez skojarzenie i doświadczenie.
 
W tej grze trudno było wskazać jednego zwycięzcę - w praktyce każdy nim był. Uczestnicy wykazali się dużą uważnością i bardzo dobrą znajomością materiału. Powtarzalność struktur, praca z obrazem i działanie w kontekście zaczęły przynosić wyraźne efekty. Język przestał być obcy - stał się znajomy, dostępny, używalny.
W drugiej części dnia przeszliśmy do pracy nad jednym z kluczowych rezultatów projektu - tworzenia kart do gry memory. Uczestnicy pracowali z techniką marmurkowania (marbling), tworząc abstrakcyjne kompozycje, które staną się wizualną podstawą kart.
 
Kolor, ruch i przypadek spotykały się w jednym momencie - bez pełnej kontroli, ale z dużą uważnością. Każda praca była inna, każda niosła ślad osoby, która ją tworzyła. To nie było odtwarzanie wzorów, lecz wejście w proces, który wymaga zaufania i otwartości.
 
Powstające materiały nie są jedynie efektem warsztatów - stanowią realny wkład uczestników w finalny produkt projektu. To właśnie z tych prac powstanie wspólna gra edukacyjna, która będzie rozwijana i wykorzystywana w kolejnych etapach działań.
 
Środowy wieczór spędziliśmy poza ścisłym centrum Budapesztu - udaliśmy się na kolację do lokalu w XVI dzielnicy, która okazała się zupełnie innym obliczem miasta. Bardziej spokojna, mieszkalna, pozbawiona turystycznego zgiełku. To była okazja, by zobaczyć Budapeszt z innej perspektywy - bliższej codzienności niż reprezentacyjnych przestrzeni.
 
Nie był to jednak łatwy moment dla grupy. Pojawiły się sytuacje, które wymagały od nas zatrzymania się i refleksji nad tym, czym jest współpraca, odpowiedzialność i bycie częścią wspólnego procesu - zwłaszcza w kontekście międzynarodowym i partnerskim. To doświadczenie, choć trudne, stało się dla nas ważną lekcją.
 
Jutro wracamy z kolejną częścią tej historii.
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

17/03/2026

Mobilność seniorów do Budapesztu już trwa!
 
Niedziela była dniem drogi. Wybraliśmy ekologiczne formy transportu, dlatego do Budapesztu dotarliśmy pociągiem - powoli, etapami, w rytmie przesuwającego się za oknem krajobrazu. Ta podróż nie była jedynie przemieszczeniem się z punktu A do punktu B. Stała się pierwszą wspólną przestrzenią - czasem rozmów, śmiechu, kart rozkładanych na stolikach, drobnych żartów, zagadek i momentów ciszy. Bez pośpiechu, bez napięcia. Tak zaczyna się proces, którego nie da się zapisać w harmonogramie - budowanie relacji, które później uniosą wszystko inne.
 
Poniedziałek przyniósł pierwszy dzień działań edukacyjnych. Rozpoczęliśmy go w Instytucie Polskim w Budapeszcie, gdzie spotkaliśmy się z Jarosławem Bajaczykiem oraz Eszter Felvidéki. Był to moment wejścia w szerszy kontekst - opowieść o działalności instytucji, o relacjach polsko-węgierskich, o tym, co przez lata splatało nasze historie, a dziś znajduje swoje odbicie w działaniach kulturalnych i edukacyjnych. Była wystawa, były narracje, które porządkują sposób patrzenia na przeszłość i teraźniejszość. Pracowaliśmy także z kartami pracy - zatrzymując się przy wybranych elementach, przyglądając się im uważniej, próbując uchwycić nie tylko to, co widoczne, ale też to, co ukryte w kontekście.
 
Między tym wszystkim był Budapeszt - oglądany w ruchu, fragmentami, pomiędzy punktami programu. Zabudowa miasta, jego rytm, skala, światło. Krótki moment w okolicach bazyliki - wystarczający, by poczuć przestrzeń i charakter tego miejsca. Potem powrót na obiad i przejście do drugiej części dnia.
 
Popołudniowy blok rozpoczęliśmy od wspólnego Qi Gongu - pierwszego działania w polsko-węgierskiej grupie. Było to spokojne wejście w spotkanie poprzez ciało: ruch, oddech i uważność. Zamiast rozmowy - obecność. Zamiast słów - rytm. To właśnie w tej ciszy zaczęła budować się pierwsza relacja. Wspólne ćwiczenie pozwoliło wyciszyć się po intensywnym poranku i stopniowo oswoić z nową sytuacją.
 
Dopiero potem przyszło właściwe spotkanie i wspólne działanie. Początkowo ostrożne: spojrzenia, uśmiechy, krótkie gesty. A potem - już naturalnie - wejście w proces. Warsztaty twórczo-językowe stały się przestrzenią, w której język nie był celem samym w sobie, lecz narzędziem bycia razem.
 
Uczestnicy rozpoczęli pracę z prostymi strukturami: My name is…, I am…, I like…, I don’t like…. Krótkie zdania, które nie wymagają perfekcji, ale pozwalają zaistnieć w relacji. Słowa pojawiały się obok działania - przy wyborze formy, przy decyzji, przy tworzeniu. Wspierały je fiszki, które nie służą jedynie zapamiętywaniu, lecz umożliwiają mówienie dokładnie wtedy, gdy słowo jest potrzebne.
 
W tle pojawiły się także narzędzia cyfrowe - w tym proste rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji, które pomagały w tłumaczeniu i komunikacji. Nie zastępowały rozmowy, ale ją wspierały. Najważniejsze jednak działo się pomiędzy ludźmi - w spojrzeniach, w śmiechu i w gotowości do bycia razem mimo braku wspólnego języka.
 
To był moment pierwszego przełamania. Pierwsze zdania. Pierwsze porozumienia. Pierwsze relacje.
Po wspólnej kolacji wyruszyliśmy na Basztę Rybacką. Wieczorny Budapeszt odsłonił się przed nami w pełnej skali - światła miasta, Dunaj, mosty, cisza pomiędzy rozmowami. Widok, który nie wymaga interpretacji, bo sam w sobie porządkuje doświadczenie dnia.
 
Pierwszy dzień za nami.
 
Proces się rozpoczął – spokojnie, uważnie, dokładnie tak, jak powinien!
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

14/03/2026

15 marca to dla nas data symboliczna. Z jednej strony dziś rozpoczyna się mobilność osób w wieku senioralnym w kolejnym z naszych projektów, z drugiej - właśnie dziś oficjalnie dobiega końca realizacja projektu Not Just Passing Through.
 
Wystawa prac młodych osób twórczych w Galerii Promocji Młodych w Łodzi jest już za nami. Spotkania, rozmowy, wspólne oglądanie prac i powroty do doświadczeń mobilności stały się ważnym momentem domknięcia tej drogi. Ale to nie koniec historii tych prac.
 
Postanowiliśmy przenieść wystawę do przestrzeni, w której może żyć dalej - do internetu!
 
Zapraszamy Was na stronę https://www.njpt.pl/, gdzie możecie obejrzeć prace wszystkich osób uczestniczących w projekcie. Strona pozwala także cofnąć się do naszej projektowej przygody: przejść przez kolejne etapy mobilności, zobaczyć fotografie z drogi, wrócić do refleksji i momentów, które złożyły się na to doświadczenie.
 
To nie jest tylko archiwum projektu. To raczej mapa śladów - zapis podróży, spotkań i obrazów powstałych w drodze.
 
Zachęcamy, by oglądać stronę na komputerze. Jest oczywiście dostosowana również do urządzeń mobilnych, ale prace najlepiej wybrzmiewają na dużym ekranie.
 
Zapraszamy do odwiedzin!
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Not Just Passing Through” (2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212) prowadzonego przez Fundację Lateral Thinking w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) programu Erasmus+ Młodzież. Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

 

10/03/2026

Za nami kolejne spotkanie przygotowawcze do mobilności!

 

W minioną sobotę wyruszyliśmy wspólnie do Łodzi, gdzie odbył się ostatni etap przygotowań przed wyjazdem do Budapesztu w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend”.

 

Sam sposób podróży był już częścią procesu. Wybraliśmy ekologiczne formy transportu - do Łodzi pojechaliśmy pociągiem, a po mieście poruszaliśmy się tramwajami. Ten dzień był nie tylko spotkaniem warsztatowym, ale także praktyczną próbą przed wielkomiejskim rytmem Budapesztu: wspólnym poruszaniem się transportem publicznym, orientacją w przestrzeni miasta i odnajdywaniem się w miejskim tempie. Takie doświadczenia - choć pozornie proste - budują poczucie bezpieczeństwa i wspólnoty w grupie, która już wkrótce wyruszy za granicę.

Po krótkim spacerze ulicą Piotrkowską zatrzymaliśmy się na chwilę w kawiarni WspółWinni w Mediatece Memo. Była kawa, rozmowy i moment oddechu - ważny przystanek pomiędzy kolejnymi etapami dnia.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sztuki MS2, gdzie sztuka współczesna stała się przestrzenią wspólnej refleksji. Nie ograniczyliśmy się jednak do samego oglądania wystawy. Pracowaliśmy z ekspozycją poprzez specjalnie przygotowane karty pracy, które zachęcały do uważnego patrzenia, wyboru i osobistej interpretacji. Każdy z uczestników miał okazję zatrzymać się przy wybranych dziełach, poszukać w nich własnych skojarzeń i spróbować uchwycić to, co w sztuce często bywa najciekawsze - moment spotkania pomiędzy obrazem a doświadczeniem widza.

 

Szczególnie miłym i nieplanowanym elementem wyjazdu było spotkanie z Marcelą Miś, edukatorką naszej fundacji, która w poprzednich działaniach projektowych wspierała proces kształcenia w projekcie „Arte e Incontro - Sztuka jako most międzypokoleniowy na Sycylii”. Dla części uczestników była to dobrze znana osoba, dlatego jej obecność stała się naturalnym przedłużeniem wcześniejszych doświadczeń i przypomnieniem, że projekty edukacyjne budują relacje, które trwają znacznie dłużej niż pojedyncze działania.

 

Po wspólnym obiedzie przenieśliśmy się na Księży Młyn, do Akademickiego Centrum Designu, gdzie czekał na nas warsztat komunikacji niewerbalnej prowadzony przez aktora Pawła Głowatego. Zajęcia rozpoczęły się od pracy z krótką formą poetycką - haiku - która stała się punktem wyjścia do dalszych ćwiczeń. Z czasem słowa ustąpiły miejsca ruchowi. Pracowaliśmy z ciałem - własnym i innych uczestników - odkrywając je jako narzędzie wyrazu, komunikacji i budowania relacji. Było w tym dużo uważności, zaufania i otwartości na proces.

 

Dzień zakończyliśmy wieczornym powrotem do Włocławka. Zmęczeni, ale z poczuciem, że ten wspólny czas był ważnym etapem przygotowań.

 

Przed nami już ostatnie dni oczekiwania. Do Budapesztu wyruszamy w najbliższą niedzielę. Z ciekawością, odrobiną ekscytacji i przekonaniem, że to dopiero początek kolejnego wspólnego rozdziału!

 

Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

 

03/03/2026

W minioną sobotę odbyło się drugie spotkanie przygotowawcze w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend”.

 

Zaczęliśmy od fundamentów - spokojnie i uważnie przyjrzeliśmy się umowom wyjazdowym, zakresom odpowiedzialności oraz wszystkim sprawom organizacyjnym związanym z mobilnością do Budapesztu. Krok po kroku porządkowaliśmy harmonogram, zasady uczestnictwa, kwestie bezpieczeństwa i wzajemne zobowiązania. Chodziło nie tylko o formalności, ale o poczucie wspólnej jasności - o świadomość, że wyruszamy w drogę jako zespół, który zna swoje ramy i rozumie swoją odpowiedzialność.

 

Druga część spotkania miała wymiar praktyczny i cyfrowy. Pracowaliśmy z Mapami Google, platformą Kahoot oraz wybranymi narzędziami opartymi na sztucznej inteligencji, które mogą wspierać komunikację międzynarodową. Testowaliśmy rozwiązania, które realnie przydadzą się w podróży i w pracy z grupą z Węgier - proste, funkcjonalne, osadzone w konkretnych sytuacjach. Technologia stała się tu narzędziem budowania pewności, a nie barierą.

 

Następnie wróciliśmy do szkicowników refleksyjnych. Doprecyzowaliśmy ich strukturę, wprowadziliśmy ostatnie elementy personalizacji, domknęliśmy formę. Te niewielkie, osobiste przestrzenie zapisu będą nam towarzyszyć w Budapeszcie jako miejsce obserwacji, notatek, myśli i śladów procesu.

 

Uzupełniliśmy je również o wyplatane rączki, dzięki którym szkicowniki mogą pełnić funkcję podręcznych toreb. Rączki powstały ze ścinków tkanin pozyskanych z jednej z łódzkich szwalni - materiałów, które zyskały nowe życie w twórczym działaniu. Ten prosty gest połączył praktyczność z ideą odpowiedzialnego wykorzystania zasobów i symbolicznie wpisał w nasze przygotowania wątek współpracy, rzemiosła i lokalności.

 

Spotkanie zakończyliśmy warsztatem kolażowym „Twarze w ruchu - portret zbiorowy”. Pracowaliśmy rotacyjnie - każda osoba miała trzy minuty, by dodać jeden element do wspólnej kompozycji, po czym następowała zmiana stanowiska. Powstały dynamiczne, wielowarstwowe prace - budowane z decyzji, gestów i zaufania do tego, co zrobi ktoś po nas. To doświadczenie pokazało, że różnorodność perspektyw nie rozprasza, lecz wzmacnia wspólny efekt.

 

Przygotowania nabierają tempa. Przed nami ostatni etap - wyjazd do Łodzi w najbliższą sobotę - i tydzień później - Budapeszt!

 

Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

 

22/02/2026

Pierwsze spotkanie przygotowawcze do mobilności w Budapeszcie już za nami!

 

W Miejskiej Bibliotece Publicznej we Włocławku spotkaliśmy się z dorosłymi słuchaczami, którzy w marcu wezmą udział w międzynarodowej mobilności w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend”. Celem spotkania było uporządkowanie informacji, omówienie programu wyjazdu oraz przygotowanie uczestników do wspólnej pracy w grupie międzynarodowej.

 

Przedstawiliśmy szczegółowy plan mobilności, miejsca warsztatowe i noclegowe, zasady organizacyjne oraz kwestie bezpieczeństwa. Zależało nam na tym, aby każdy uczestnik wiedział, jak będzie wyglądał wyjazd i czego może się spodziewać.

 

Ważnym elementem spotkania była rozmowa z osobami, które wcześniej brały udział w projekcie „Arte e Incontro - Sztuka jako most międzypokoleniowy na Sycylii” (2025-1-PL01-KA122-ADU-000339643). Uczestnicy tej mobilności podzielili się swoim doświadczeniem z perspektywy uczestnika: opowiadali o codziennej organizacji działań oraz o tym, jak wygląda realna współpraca podczas warsztatów. Ich relacje pomogły lepiej zrozumieć charakter mobilności edukacyjnej i rozwiały wiele praktycznych wątpliwości.

 

Podczas spotkania wypełniliśmy również ankiety wstępne oraz dopełniliśmy niezbędnych formalności projektowych.

 

Drugą część dnia poświęciliśmy szkicownikom refleksyjnym, które będą towarzyszyć uczestnikom przez cały czas trwania projektu. Każda osoba przygotowała własną okładkę i nadała szkicownikowi indywidualny charakter. Wyjaśniliśmy, w jaki sposób będzie on wykorzystywany - jako narzędzie dokumentowania doświadczeń, zapisywania krótkich refleksji, słów, rysunków czy obserwacji z warsztatów i wizyt edukacyjnych. Szkicownik stanie się osobistą przestrzenią pracy i zapisu procesu.

 

Spotkanie miało charakter organizacyjno-wprowadzający i stanowiło pierwszy krok w przygotowaniach do wyjazdu. Kolejne spotkanie już w przyszłą sobotę!

 

Działanie realizowane w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

 

19/02/2026

Wystawa Not Just Passing Through jeszcze przez chwilę pozostaje w przestrzeni Galerii Promocji Młodych - MSK:Żabieniec (ul. Limanowskiego 166 w Łodzi), ale już w poniedziałek przystępujemy do demontażu. To ostatnie dni, by zobaczyć prace młodych osób twórczych - zapisy uważnego bycia w mieście, przechodzenia przez miejsca i zatrzymywania czasu w obrazie.

 

Jeśli odkładaliście wizytę na później, to właśnie jest ten moment - zanim przestrzeń ponownie stanie się pusta, a prace wrócą do swoich autorek i autorów.

 

Do zobaczenia gdzieś pomiędzy drogą a miejscem!

 

Działanie realizowane w ramach projektu „Not Just Passing Through” (2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212) prowadzonego przez Fundację Lateral Thinking w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) programu Erasmus+ Młodzież. Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

06/02/2026

Za nami pierwsza mobilność w ramach projektu Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend, realizowanego we współpracy z naszym węgierskim partnerem FolkFest Kulturális Egyesület. Pięć dni wspólnego bycia w drodze i w pracy. Trzy dni wypełnione spotkaniami, planowaniem i wymianą doświadczeń oraz dwa dni podróży. Podróży nieprzypadkowej, bo konsekwentnie wybieramy ekologiczne środki transportu i traktujemy sam ruch między miejscami jako część procesu, a nie tylko techniczny dodatek do projektu.
 
Czas roboczy był gęsty. Porządkowaliśmy założenia metodologiczne, precyzowaliśmy kolejne kroki, sprawdzaliśmy, gdzie nasze perspektywy się spotykają, a gdzie wymagają dopowiedzenia. Dużo słuchania, dużo mówienia, jeszcze więcej uważności. Praca, która nie polegała na szybkim domykaniu tematów, lecz na budowaniu wspólnego języka i tempa działania na kolejne miesiące.
 
Poza zaplanowaną agendą ważna była także przestrzeń i kontekst. Odwiedziliśmy Węgierskie Muzeum Narodowe, zatrzymując się na chwilę przy historii, obrazach i narracjach, które zawsze porządkują myślenie o pamięci i czasie. Zobaczyliśmy Ośrodek Kultury, w którym podczas kolejnej mobilności będą odbywać się warsztaty, oraz miejsca noclegowe, w których zamieszkają osoby uczestniczące. Sprawdzaliśmy nie tylko logistykę, ale też atmosferę, rytm i to, czy te przestrzenie stwarzają atmosferę przyjazną pracy, rozmowie i byciu razem.
 
Ten wyjazd był również czasem poznawania się. Bez pośpiechu. W rozmowach, śmiechu, wspólnych posiłkach i chwilach ciszy. Tak powstaje zaufanie i współpraca, której nie da się zaplanować w harmonogramie.
 
Wracamy z nowymi doświadczeniami, z poczuciem spójności i gotowości do dalszych działań. Przed nami kolejny etap. W najbliższym czasie rozpoczniemy serię spotkań przygotowawczych do mobilności dla naszych dorosłych słuchaczy. Proces rusza dalej!
 
Mobilność „Warsztaty Metodyczne: Opracowanie Skryptów Zajęć Artystyczno-Językowych dla Seniorów” realizowana w ramach projektu „Future Tense: Everyone Deserves a Pen-Friend” o numerze 2025-1-PL01-KA210-ADU-000350566 dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach AKCJI 2 Partnerstwa na rzecz współpracy, Partnerstwa na małą skalę (KA210-ADU) w ramach sektora Edukacja Dorosłych w programie Erasmus+.

30/01/2026

Z ogromną radością dzielimy się dobrą wiadomością!
 
Nasz projekt „Sketches of Life as Collages of the Future” (2024-2-PL01-KA155-YOU-000272331) dofinansowany przez Unię Europejską w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU), został przez Narodową Agencję Programu Erasmus+ uznany za przykład dobrej praktyki
 
To dla nas ważne potwierdzenie, że podejście oparte na uważnej podróży, relacyjności, procesowym uczeniu się i świadomym liderstwie ma sens i może być inspirujące także dla innych organizacji działających w obszarze edukacji pozaformalnej i pracy z młodzieżą.
 
Z tej okazji przypominamy i ponownie zapraszamy do zapoznania się z naszą publikacją „Współobecność w podróży. Fenomenologia liderstwa w edukacji mobilnej”
 
Publikacja powstała na bazie doświadczeń projektowych i jest próbą opisania modelu liderstwa opartego na uważności, odpowiedzialności i byciu w drodze razem - w mobilnościach edukacyjnych i działaniach młodzieżowych.
 
Publikacja dostępna jest bezpłatnie na naszej stronie: https://lateralthinking.pl/materialy-edukacyjne
Dziękujemy wszystkim osobom i środowiskom, które były częścią tego procesu. To dla nas ważny moment i impuls do dalszych działań

26/01/2026

Realizujemy projekty, ale nie kończy się to na działaniach, terminach i rezultatach. Czasem zatrzymujemy się, żeby opisać to, co dzieje się po drodze - w relacjach, spotkaniach, rozmowach. Z takich momentów powstają teksty.
 
Zapraszamy do lektury naszego artykułu opublikowanego na platformie EPALE, przygotowanego w kontekście projektu „Arte e Incontro – Sztuka jako most międzypokoleniowy na Sycylii” (2025-1-PL01-KA122-ADU-000339643) dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach programu Erasmus+, Akcja 1 – Mobilność dorosłych osób uczących się i kadry edukacji dorosłych (KA122-ADU).
 
W tekście „Białe kartki nie są puste – edukacja zaczyna się w relacji” przyglądamy się edukacji jako procesowi, który zaczyna się nie od treści, ale od spotkania — między ludźmi, pokoleniami i doświadczeniami.
 
Tekst dostępny jest tutaj: https://epale.ec.europa.eu/pl/blog/biale-kartki-nie-sa-puste-edukacja-zaczyna-sie-w-relacji

25/01/2026

Piątkowy wieczór był dla nas naprawdę wyjątkowy
 
Spotkaliśmy się na wernisażu wystawy Not Just Passing Through - wydarzenia, które przez kilka godzin żyło intensywnie, pulsowało rozmowami, obecnością i uważnym spojrzeniem.
 
Wystawa spotkała się z bardzo dobrym przyjęciem. Goście odwiedzali przestrzeń falami - wracali, zatrzymywali się, rozmawiali. Nawet wtedy, gdy pozornie zamykaliśmy już galerię, do środka weszła jeszcze grupa studentów przebywających w Łodzi na wymianie w ramach programu Erasmus. To był jeden z tych momentów, które potwierdzają, że sztuka działa wtedy, gdy nie musi się spieszyć.
 
Były znajome twarze - m.in. Nevena i Karol, osoby uczestniczące w projekcie Sketches of Life as Collages of the Future, zaprzyjaźniona z zespołem fundacji artystka Agnieszka Kowalska-Owczarek, bliscy i krewni młodych osób twórczych i Marii Broniewicz, a także wiele osób, które przybyły do galerii z ciekawości - i zostały na długo, wspólnie analizując czas, drogę i przestrzeń zapisane w pracach.
 
Ten wieczór był też momentem domknięcia - ostatnich spotkań grupy osób uczestniczących w projekcie, rozmów, podsumowań i wspomnień. Po tygodniach wspólnej drogi przyszedł czas, by się zatrzymać i spojrzeć na nią z dystansu.
 
Not Just Passing Through to wydarzenie zbudowane na dwóch salach i dwóch opowieściach, które spotykają się w jednym pulsie.
 
W jednej przestrzeni oglądamy prace młodych osób twórczych, które na niespełna trzy tygodnie opuściły swój codzienny rytm, by wejść w budapesztańską rzeczywistość - uważnie, bez pośpiechu, z ciekawością. Krótkie wyprawy do Austrii, Czech, Słowacji i Rumunii poszerzyły tę perspektywę o doświadczenie granic, przejść i ruchu. Powstałe prace nie dokumentują podróży - są raczej zapisem procesu: emocji, mikroobserwacji, pytań rodzących się pomiędzy miejscami, rozmowami i chwilami samotności.
 
Druga sala wprowadza inną dynamikę - dialog dwóch dojrzałych postaw artystycznych Marii Broniewicz i Maksyma Ostrowskiego. Tu droga, miejsce i czas zyskują analityczną ostrość. U Broniewicz droga staje się przestrzenią niechcianą - „nie-miejscem”, koniecznością, dystansem. U Ostrowskiego miasto jest strukturą sensu, próbą oswojenia, konstrukcją tożsamości. Wspólnie tworzą oś napięcia pomiędzy ruchem a zakorzenieniem, pomiędzy tym, co tymczasowe, a tym, co trwałe.
 
Choć obie sale różnią się językiem i nastrojem, spotykają się w jednym punkcie - w refleksji nad przejściem jako doświadczeniem formującym. Nie tylko przemieszczaniem się, ale formą obecności.
Dziękujemy wszystkim, którzy byli z nami tego wieczoru.
 
Wystawa otwarta do 23 lutego 2026 roku – Galeria Promocji Młodych, MSK: Żabieniec, ul. Limanowskiego 166 w Łodzi. Zapraszamy!
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Not Just Passing Through” (2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212) prowadzonego przez Fundację Lateral Thinking w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) programu Erasmus+ Młodzież. Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

13/01/2026

„Białe kartki nie są puste. Edukacja dorosłych w kontekście autonomii praktykowanej”

 

Oddajemy w Wasze ręce publikację, która wyrasta z praktyki, doświadczenia i potrzeby uczciwego opisu pracy z dorosłymi uczestnikami procesów twórczo-edukacyjnych. „Białe kartki nie są puste” to nie poradnik z gotowymi receptami ani zestaw „dobrych praktyk do odtworzenia”. To pogłębiona refleksja nad edukacją dorosłych, w której kluczowe są autonomia, odpowiedzialność i traktowanie uczestników jako pełnoprawnych partnerów procesu.

 

Publikacja powstała na bazie międzynarodowego projektu realizowanego w ramach programu Erasmus+ i stanowi jego rozwinięcie: dokumentuje proces, analizuje zmiany, porządkuje metodologię oraz proponuje język pracy wolny od infantylizacji, uproszczeń i pozornej „aktywizacji”. Znajdziecie w niej zarówno część analityczną, jak i rozbudowany zestaw skryptów działań twórczo-rozwojowych - pomyślanych jako otwarte partytury, a nie instrukcje do wiernego kopiowania.

 

To publikacja skierowana do edukatorów, artystów, animatorów, organizacji i instytucji, które chcą projektować działania z dorosłymi osobami (w tym w wieku senioralnym) w sposób odpowiedzialny, procesowy i oparty na zaufaniu. Dla tych, którzy nie pytają „jak uprościć”, ale „jak stworzyć warunki do realnego uczenia się”.

 

Projekt „Arte e Incontro - Sztuka jako most międzypokoleniowy na Sycylii” o numerze 2025-1-PL01-KA122-ADU-000339643 dofinansowany przez Unię Europejską, realizowany przez Fundację Lateral Thinking w ramach Akcji 1 Mobilność dorosłych osób uczących się i kadry edukacji dorosłych - projekty krótkoterminowe (KA122-ADU) Programu Erasmus+. Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.

10/01/2026

Już w piątek, 23 stycznia 2026 roku o godzinie 18:00, w Galerii Promocji Młodych MSK: Żabieniec przy ul. Limanowskiego 166 w Łodzi odbędzie się wernisaż wystawy Not Just Passing Through. Serdecznie zapraszamy! Poniżej kilka słów o wydarzeniu:
 
Dwie sale. Dwie opowieści. Jeden puls drogi.
 
Wydarzenie Not Just Passing Through łączy dwie odmienne, lecz wzajemnie rezonujące perspektywy artystyczne. Obie wystawy - choć prezentowane osobno, w dwóch sąsiadujących przestrzeniach - tworzą wspólną narrację o ruchu, miejscu i czasie. O przechodzeniu i zatrzymywaniu się. O sposobach rozumienia przestrzeni, która nas otacza i która nas kształtuje.
 
W jednej sali oglądamy prace młodych twórców, którzy na niespełna trzy tygodnie opuścili swój codzienny rytm, by wejść w puls Budapesztu. Nie byli tu gośćmi przemykającymi przez miasto - ich obecność była świadoma, uważna, zanurzona w lokalności. Dialog z przestrzenią wzbogaciły krótkie wyprawy do Austrii, Czech, Słowacji i Rumunii, które otworzyły przed nimi perspektywę nie jednego miasta, lecz całej geografii przejścia: miejsc granicznych, ruchliwych, wieloznacznych.
 
Powstałe prace nie są dokumentacją podróży, lecz świadectwem procesu: fragmentami emocji, intuicji, pytań i mikroobserwacji, które narodziły się w ruchu - między miejscami, między rozmowami, między chwilami samotności a wspólnoty. To sztuka w stanie stawania się, opowieść o podróży zarówno zewnętrznej, jak i wewnętrznej.
 
Kolejna sala wprowadza zupełnie inną dynamikę - jest przestrzenią konfrontacji dwóch dojrzałych artystycznych postaw, Marii Broniewicz i Maksyma Ostrowskiego. To tu wspólne wątki całego wydarzenia - droga, miejsce, czas - zyskują analityczną ostrość i filozoficzną głębię.
 
Droga / Broniewicz - przestrzeń niechciana, lecz znacząca
 
Broniewicz kieruje uwagę na przestrzenie, które na ogół staramy się jak najszybciej pokonać: autostrady, obwodnice, peryferia, fragmenty infrastruktury. To miejsca pozornie puste, tymczasowe, naznaczone użytkowością i powtarzalnością, które badacz hipernowoczesności Marc Auge określił mianem „nie-miejsc”. W ujęciu Broniewicz stają się symbolami przymusu przejścia, przestrzeniami, w których obecność człowieka jest zawsze w napięciu z funkcją miejsca. Droga oznacza tu nie wolność, lecz dystans - nie cel, lecz konieczność.
 
W pracach Broniewicz te „nie-ludzkie” przestrzenie odsłaniają swój ciężar: są metaforami wykluczenia, nieprzynależności, stanów przejściowych, wykorzenienia. Nie da się tam zamieszkać, a jednocześnie wiele mówią o naszym współczesnym doświadczeniu.
 
Miasto / Ostrowski - konstrukcja sensu i próba oswojenia
 
Ostrowski kieruje spojrzenie ku miastu jako strukturze, która domaga się zrozumienia. Interesują go geometryczne bryły, dominanta formy, osiowość i proporcje - elementy tworzące aksjologię przestrzeni miejskiej, jej wewnętrzny porządek.
 
Ostrowski nie tylko obserwuje miasto - on je analizuje, rekonstruuje, interpretuje. W jego pracach miasto jawi się jako przestrzeń potencjalnie oswojona, możliwa do „zamieszkania” w sensie symbolicznym. To przeciwieństwo drogi: miejsce, które nie przemija, lecz buduje tożsamość.
 
Oś Droga-Miasto jako rdzeń interpretacyjny
 
Zestawienie Broniewicz i Ostrowskiego tworzy wyjątkowe pole napięcia. Droga - ulotna, przejściowa, do pokonania jak najszybciej. Miasto - stabilne, konstruktywne, nadające znaczenia. Ich prace nie są jedynie prezentacją dwóch osobnych wizji; razem tworzą esencję doświadczenia przestrzeni, w którym każdy z nas funkcjonuje: pomiędzy ruchem a zatrzymaniem, pomiędzy tym, od czego uciekamy, a tym ku czemu zmierzamy.
 
Gdzie zaczynają się peryferia, a gdzie centrum?
Co jest jedynie przelotnym fragmentem drogi, a co staje się miejscem?
 
Wspólna narracja - spotkanie w połowie drogi
 
Choć obie sale różnią się nastrojem, tematem i językiem wizualnym, ich opowieści spotykają się w jednym punkcie: w analizie przejścia jako doświadczenia formującego.
 
W jednej sali podróż jest intuicją, poszukiwaniem, wrażliwością. W drugiej - narzędziem analizy, krytycznej obserwacji, definiowania relacji człowieka z miejscem.
 
Wydarzenie Not Just Passing Through staje się dzięki temu nie tylko prezentacją dwóch wystaw, lecz jedną, wielogłosową refleksją o tym, jak naprawdę doświadczamy przestrzeni - jak patrzymy na miejsca, w których nie chcemy zostać, i na te, które próbujemy oswoić; jak poruszamy się między ruchem a zakorzenieniem.
To opowieść o przechodzeniu, które staje się formą obecności.
 
Artyści:
Maria Broniewicz + Maksym Ostrowski
oraz
Aleksandra Sławska
Blanka Kaczyńska
Maja Opaska
Mateusz Marek
Michalina Chłopek
 
Działanie realizowane w ramach projektu „Not Just Passing Through” (2025-1-PL01-KA155-YOU-000303212) prowadzonego przez Fundację Lateral Thinking w ramach Akcji 1 Działanie na rzecz włączenia DiscoverEU (KA155-YOU) programu Erasmus+ Młodzież. Sfinansowane ze środków UE. Wyrażone poglądy i opinie są jedynie opiniami autora lub autorów i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy i opinie Unii Europejskiej lub Fundacji Rozwoju Systemu Edukacji. Unia Europejska ani Fundacja Rozwoju Systemu Edukacji nie ponoszą za nie odpowiedzialności.